Warszawa, 26 kwietnia 2007 r.

 

LIST OTWARTY

w sprawie lustracji

i zagrożenia państwem totalitarnym

 

 

Szanowni Państwo!

 Na wstępie podkreślam, że nie jestem przeciwnikiem lustracji. Co więcej, dostrzegam istotny sens w jawności i czystości życia publicznego. Temu też, moim zdaniem, powinna ostatecznie służyć lustracja.

 Mimo to ustawa lustracyjna w obecnym kształcie budzi moje stanowcze oburzenie z wielu powodów. Co więcej, uważam, że także na środowisku akademickim spoczywa obowiązek protestu.

 Podejmując racjonalnie jakieś działanie, należy zadać sobie pytanie, jaki pożytek i jakie dobro płynie z naszych działań. W wyniku lustracji nam narzucanej w obecnej formie takiego dobra ani pożytku po prostu nie widzę. Jednym z takich podstawowych dóbr (zapewne tym podstawowym), któremu miałaby się przysłużyć lustracja, jest poczucie sprawiedliwości: donosiciele i współpracownicy SB zostaną w ten sposób napiętnowani, a reszta oczyszczona. Jednak lustracja w obecnym kształcie, zamiast oczyszczać środowisko i oddzielać plewy od ziarna, tworzy nowe krzywdy i nową niesprawiedliwość. Mechanizmy lustracyjne powodują, że karane są osoby nie za to, co kiedyś uczyniły, ale za sam stosunek do lustracji. Współpracownicy SB, którzy się do swej przeszłości przyznają, nie ucierpią. Mogą ucierpieć natomiast niewinni. Jest zatem bezsporne, że to właśnie ta ustawa przyczynia się do wzrostu poczucia krzywdy: przyczynia się do państwa bezprawia i niesprawiedliwości. Podpisując się pod oświadczeniem lustracyjnym, zgadzamy się tym samym z założeniami państwa bazującego na negatywnych wartościach.

 Co więcej, ustawa wymaga, byśmy podejmowali działanie bezsensowne, tylko dlatego, że niezastosowanie się do wymogu lustracyjnego zagrożone jest poważną sankcją. Działamy w wyniku strachu, a nie poczucia sensu. Dlaczego bezsensowne? Otóż bezsens i absurd oświadczenia lustracyjnego polega na tym, że nie wpływa ono w żaden sposób na ocenę tego, czy współpracowaliśmy z SB, czy też nie. To jedynie urzędnicy IPN (a nawet nie niezawisły sąd, przed którym można się bronić i argumentować) będą decydować na podstawie różnych (szczątkowych) dokumentów o tym, kto był agentem, a kto nie był. Jaką tu więc rolę pełni nasze oświadczenie? Zupełnie żadną: na ocenę naszej przeszłości nie ma wpływu. Zmuszanie zatem jednostki myślącej i działającej racjonalnie do czynu bezsensownego, tylko dlatego, że taki jest kaprys aparatu państwowego, narusza jej godność.

 Dlaczego sądzę, że oświadczenia lustracyjne łamią także sumienie i charakter, poza łamaniem poczucia sensu i rozsądku? Gdyż wymuszają na jednostce działanie wbrew jej samej – tylko pod wpływem strachu przed represjami. Ustawa ta wymusza nieetyczną postawę: podejmujemy działanie, mając świadomość jego bezsensu, robimy to wbrew sobie i własnemu sumieniu, tylko dlatego, że takie działanie zostaje nam narzucone drogą służbową. Działamy pod wpływem strachu. Czym się etycznie różni taka postawa od stwierdzenia: “Ja tylko wykonywałem rozkazy...”? Czemu ma więc służyć takie łamanie postaw? Temu, żeby obywatele nie przeciwstawiali się kontynuowanej polityce zawłaszczania państwa i systematycznego niszczenia demokracji. Dlatego też sądzę, że w skrajnych sytuacjach – a tutaj mamy do czynienia właśnie z taką sytuacją – obywatele mają prawo wyrazić swój sprzeciw przeciwko narzucanym przez ustawodawcę prawom, które są albo bezsensowne, albo naruszają podstawowe swobody obywatelskie, albo mogą prowadzić do nagannych postaw (nagannych, gdyż nie kierujemy się racjami i sensem, ale strachem). Co więcej: taki sprzeciw powinien być obowiązkiem w sytuacji, gdy zaczyna nas otaczać rzeczywistość Orwellowska.

Na co natomiast nasze oświadczenie ma wpływ? Pozwala ono określić naszą ‘prawomyślność’, jest dowodem tego, że zgadzamy się na reguły państwa totalitarnego, które jest stopniowo tworzone na naszych oczach. Pozwala także wyeliminować tych myślących niezgodnie z linią Partii. O przepraszam: z linią Koalicji. O przejęzyczenie tu łatwo: lustracja w obecnym kształcie przywodzi na myśl stalinowską ideę samokrytyki i reżim PRL.

Tak, lustracja w obecnym kształcie tworzy skuteczny instrument eliminowania wszystkich nieprawomyślnie myślących. Dlaczego to z zasady jest niebezpieczne i dlaczego akurat środowisko akademickie powinno przeciwko temu protestować? Gdyż to właśnie wolność myślenia, w tym także miejsce na nieprawomyślne myślenie, jest jedną z podstaw intelektualnej aktywności, która jest sednem i sensem akademii i twórczej wolności.

Tym samym ustawa lustracyjna, w tym wymóg oświadczeń-spowiedzi, narusza Artykuł 13 “Karty Podstawowych Praw Unii Europejskiej” poświęcony Wolności sztuk i nauk: “Sztuki i badania naukowe są wolne od ograniczeń. Szanowana jest wolność akademicka”. Okazuje się, że naukowiec może zostać pozbawiony pracy – a tym samym negatywnie oceniona jego aktywność – nie dlatego, że jest złym i leniwym naukowcem czy pozorantem; nawet nie dlatego, że ma niechlubną kartę w swoim życiorysie, gdyż kiedyś donosił na swoich kolegów i współpracował z SB. Pozbawiony zostaje pracy dlatego, że nie wyspowiadał się na formularzu autolustracyjnym. W taki oto sposób zostaje oceniony jego dorobek naukowy i potencjał intelektualny. Nie jest istotne zatem, czy my jako badacze i intelektualiści cokolwiek sobą reprezentujemy. Istotna staje się tu nasza bezwarunkowa lojalność w stosunku do władzy. Ona staje się ostatecznym kryterium naszej wartości jako naukowców. Czym to się różni od PRL?! A jakie etyczne i praktyczne skutki to powoduje? Lustracja kształtuje zatem skrajnie nieetyczną postawę konformistyczną i serwilistyczną względem władzy, nawet jeśli władza działa bezsensownie. My wykonujemy rozkazy. Przepraszam: polecenia. I to na tym polega łamanie sumienia.

Jakie postawy to kształtuje także przyszłym pokoleniu?! Jaki przykład dajemy? Pokazujemy, że to nie kompetencje jednostki są istotne przy zatrudnianiu czy względy etyczne, lecz właściwy stosunek do władzy się liczy i decyduje o zatrudnieniu. Jest to więc swego rodzaju odmiana politycznej korupcji. I właśnie na to ja się nie mogę zgodzić. Moją zgodą byłoby złożenie oświadczenia lustracyjnego.

Środowisko akademickie ma zatem nie tylko prawo, ale i obowiązek, czynnie zaprotestować przeciwko obecnej ustawie lustracyjnej, nie składając oświadczeń lustracyjnych, właśnie w obronie wolności akademickiej i wartości świata naukowego, gdzie kryterium oceny dorobku naukowego i wartości badań są one same, a nie czynniki polityczne, serwilizm i spowiadanie się władzy.

 

Gdy mamy do czynienia z rozwiązaniem prawnym, w wyniku którego mogą ucierpieć osoby niewinne, a samo to rozwiązanie nie zapewnia odpowiedniej ochrony, to właśnie w imię sprawiedliwości lepiej z takiego rozwiązania zrezygnować, a w zamian pomyśleć o ulepszeniu. Tak jest z obecną ustawą lustracyjną. Jaką wartość niesie obecna lustracja, zakładająca spowiedź lustracyjną, poza tworzeniem niepotrzebnych podziałów i stwarzaniem dylematów, które nie są w pierwszym rzędzie dylematami moralnymi? Dylemat, przed jakim zostaliśmy postawieni, nie porusza tak naprawdę pytania, czy lustracja jako taka ma sens (moim zdaniem ma). Dylemat, przed jakim stajemy, to: czy pozostać w zgodzie z rozsądkiem i poczuciem sprawiedliwości (przy czym narażam się na utratę środków do życia i realizacji mojego powołania naukowego), czy też podpisać “lojalkę” (bo czymże innym jest oświadczenie w tym kształcie?!), ale mieć zapewniony dalszy byt ekonomiczny, przy dużym niesmaku. To jest dylemat z gruntu zły, a do niego prowadzi ustawa lustracyjna.  

Czy my jako społeczność akademicka mamy prawo zabrać głos? I tu ustosunkowuję się do opinii, że nasza społeczność jako całość być może nie posiada moralnego prawa do obywatelskiego sprzeciwu, ponieważ nie dokonała samooczyszczenia wcześniej.

Choć zgadzam się, z tym, że rzeczywiście takie samooczyszczenie byłoby ze wszech miar pożądane, a społeczność akademicka tego nie dokonała, to nie zgadzam się z takim wnioskiem z dwóch powodów.

Po pierwsze, nie było realnych warunków na jakąkolwiek wewnętrzną lustrację środowiska akademickiego, poza dobrowolnymi i spontanicznymi aktami autolustracji. Nie istniały wówczas żadne mechanizmy prawne, na których można byłoby się oprzeć. Poważna próba takiej lustracji wewnątrzśrodowiskowej skończyłaby się zapewne niepowodzeniem, gdyż szybko by wytknięto, że nie mamy podstaw prawnych do wymagania takich informacji czy deklaracji. Przemieniłoby to próbę oczyszczenia środowiska w smutny spektakl. Z braku natomiast takiej jednomyślności nie można czynić tu zarzutu, podobnie jak i teraz nie można ganić środowiska dlatego, że część opowiada się za podpisaniem oświadczeń lustracyjnych, a część nie. Ja sam będę oczywiście akceptował decyzję tych, którzy złożą oświadczenie lustracyjne.

Oczekiwanie więc, że przy braku podstaw prawnych i braku jednomyślności co do tego, czy lustracja jest w ogóle potrzebna, środowisko akademickie podjęłoby działanie w owym czasie skazane z góry na niepowodzenie (gdyż tylko absolutna jednomyślność w środowisku mogła zagwarantować powodzenie takiej oddolnej lustracji), jest utopijne, choć zacne (a nie wszystkie utopie takie są). Trudno byłoby w takiej sytuacji oczekiwać jednomyślności w środowisku.

Niedokonanie autolustracji przez środowisko akademickie żadną miarą natomiast nie odbiera mu prawa ani formalnego, ani moralnego do protestu w obecnej sytuacji, w sytuacji, gdy uświadamiamy sobie, że lustracja w obecnym kształcie nie służy sprawiedliwości i oczyszczeniu, ale tworzy kij, by uderzyć w tych, “którzy nie są z nami”. Każde środowisko składa się z osób prezentujących różne postawy w różnych sytuacjach. Nie oznacza to jednak, że w pewnych sytuacjach środowisko, widząc zło, nie może jednym głosem zaprotestować.

Nawet jeśli uznamy zaniechanie lustracji w środowisku akademickim za istotny zarzut, to nie oznacza to, że traci ono raz na zawsze prawo do wypowiedzi w momencie “oprzytomnienia”. W systemie demokratycznym brak udziału w wyborach jest złem z uwagi na demokrację, która nakłada moralny – na szczęście nie prawny – obowiązek uczestniczenia w niej. Jednostka, która wcześniej zaniechała tego moralnego obowiązku, nie traci prawa do tego, by w nowych okolicznościach, gdy zostanie poruszona sytuacją, móc się wypowiedzieć.

 Wiemy, że będzie część osób, które z powyższych i podobnych względów nie złożą oświadczeń lustracyjnych. Czy my jako środowisko aprobujemy to, że takie osoby powinna spotkać sankcja wyrzucenia z pracy za wyrażenie niezgody na sytuację Orwellowską? Pragnę wyrazić nadzieję, że nie. I to jest dodatkowy wzgląd przemawiający za tym, żeby uniknąć sytuacji, kiedy nasze koleżanki i koledzy będą wyrzucani z pracy za niezłożenie oświadczeń. Czyli za tym, żeby po prostu masowo odmawiać składania oświadczeń lustracyjnych.

 Jest rzeczą oczywistą, że nigdy nie współpracowałem z żadnymi służbami, gdyż uważałbym to za hańbiące. Ale Nie zamierzam złożyć oświadczenia lustracyjnego w tej formie, gdyż sytuacja, w jakiej stawia mnie ustawodawca przypomina mi właśnie składanie niechlubnej “lojalki”. Nie zgadzam się na państwo totalitarne.

 Z wyrazami poważania

 Dr hab. Piotr Balcerowicz

 Instytut Orientalistyczny

Uniwersytet Warszawski