13.01.2016

Z PIOTREM BALCEROWICZEM o losach Pakistanu, wielkiej grze w Azji Południowej i atomowej wojnie na skalę światową rozmawia Aaron Welman

POLSKA ZBROJNA: Wielokrotnie ostrzegano świat przed talibanizacją Pakistanu. Ekstremiści dotarli nawet do Pendżabu, centralnego i najludniejszego regionu w kraju. Jak się to wszystko skończy?

 

PIOTR BALCEROWICZ: Myślę, że to jest duże uproszczenie w wypadku talibanizacji Pakistanu. Przypadki zamachów poza strefą graniczną z Afganistanem są spektakularne, ale one nie świadczą o jakimkolwiek poparciu społecznym, na przykład we wspomnianym Pendżabie. Grupy, które przeprowadzają zamachy, są przyjezdne. Są też wprawdzie lokalne komórki, ale nie reprezentują większości. Przykładem scenariusza, który mógłby się rozegrać w przyszłości to zdarzenia, jakie rozegrały się na początku kwietnia w Karaczi. To najludniejsze miasto w Pakistanie ma wśród mieszkańców mniejszość Pasztunów. Część z nich jest związana z ruchem napływowym talibów, np. z plemieniem Mehsud z południowego Waziristanu, z którego wywodzi się Baitullah Mehsud, jeden z liderów talibów. Ta grupa podjęła próbę talibanizacji poszczególnych środowisk, co spotkało się z ostrym odzewem ze strony innych mieszkańców. Choć były to zamieszki na tle etnicznym, przyczyna ich była dużo głębsza, w tym obawa przed wprowadzeniem nowej wersji islamu.


POLSKA ZBROJNA: A tereny przygraniczne z Afganistanem?


PIOTR BALCEROWICZ: Nawet tam nie można mówić o głębokim procesie talibanizacji. W wielu dolinach talibowie, którzy wprowadzają nowy porządek religijno-obyczajowy, są najczęściej jedynie tolerowani, bo nie ma możliwości, by się ich pozbyć. Nie mają silnego poparcia nawet w samym Waziristanie w Pakistanie. A jeżeli już mają, to jako reprezentanci lokalnych społeczności plemiennych, tj. głównie dlatego, że pewni przywódcy, na przykład Baitullah Mehsud, wywodzą się z konkretnych klanów i plemion, a ludność z tych plemion lub klanów współpracuje z nimi w ramach lojalności.

 

POLSKA ZBROJNA: Czyli problem z ekstremistami w Pakistanie jest sezonowy?


PIOTR BALCEROWICZ: Też nie. Problem jest głębszy, bardziej skomplikowany. Fundamentalizacja życia politycznego w Pakistanie będzie, moim zdaniem, narastać. Niekoniecznie pójdzie to w kierunku talibanizacji, ale na pewno kraj przeżywa kryzys. Jest bardzo prawdopodobne, że Pasztunowie związani z talibami, czy to w armii, czy w kręgach politycznych, dogadają się z innymi środowiskami fundamentalistycznymi i mogą przejąć władze. Ten scenariusz pozostaje możliwy, lecz musiałoby być spełnionych kilka czynników.

 

POLSKA ZBROJNA: Jakie to czynniki?

 

PIOTR BALCEROWICZ: Jeden z nich już jest – kryzys gospodarczy. Jeżeli gwałtowny spadek dochodów będzie się cały czas pogłębiać i przeniesie się na niesnaski etniczne w innych regionach, to poszczególne ugrupowania ekstremistów mogą to politycznie wykorzystać. Wówczas, jeśli w armii pojawiłby się chaos, zachwiana zostałaby spoistość struktur dowodzenia na najwyższym szczeblu dowodzenia, a niektórzy wpływowi oficerowie aktywnie wspieraliby religijną wizję państwa, to taki scenariusz ma duże szanse powodzenia.

 

POLSKA ZBROJNA: Jakim krajem byłby wówczas Pakistan?

 

PIOTR BALCEROWICZ: Nieobliczalnym. Wbrew obiegowej opinii, Iranu jest krajem obliczalnym pomimo wyskoków prezydenta Ahmadineżada. Ten kraj nie stanowi zagrożenia i traktuje broń nuklearną przede wszystkim w kategoriach obronnych. Mówienie o nim jako faktycznym zagrożeniu dla Izraela jest dużą przesadą. Aspiracje nuklearne wynikają z tego, że Iran stoi w obliczu realnej groźby ze strony Stanów Zjednoczonych i z tego tytułu pragnie mieć dostęp do broni atomowej. Pakistan natomiast już ją posiada i w dodatku jest nieobliczalny. Jego doktryna obronna zakłada, że można użyć tej broni także prewencyjnie. Oddanie jej pod kontrolę władzy ekstremistów stanowi realne zagrożenie dla globalnego bezpieczeństwa.


POLSKA ZBROJNA: Kto byłby pierwszy na celowniku?

 

PIOTR BALCEROWICZ: Myślę, że pierwszym celem mógłby być właśnie Izrael. To tworzy paradoksalną sytuację, gdyż od kilkunastu lat izraelska służba bezpieczeństwa nieformalnie współpracuje z Pakistanem, który do chwili obecnej nie uznaje państwowości Izraela. Taka współpraca jest jednak możliwa tylko dlatego, że pakistańska armia zachowuje charakter świecki.


POLSKA ZBROJNA: A co z sąsiadami Pakistanu?


PIOTR BALCEROWICZ: Prawdopodobnie nastąpiłaby ponowna aneksja Afganistanu. Rząd nie kryłby się już z poparciem dla zamieszkujących tam ugrupowań fundamentalistycznych. Wówczas moglibyśmy mówić o dwupaństwowym tworze o charakterze federacyjnym i wspólnym profilu ideologicznym. Taki rząd odwoływałby się do idei panislamizmu światowego, hasła „muzułmanie wszystkich krajów, łączcie się”. Taka unia polityczna byłaby wielkim zagrożeniem przede wszystkim dla Azji Środkowej, czyli republik postradzieckich – Tadżykistanu, Uzbekistanu, Turkmenistanu, Kirgistanu i Kazachstanu.


POLSKA ZBROJNA: Aneksja Afganistanu? Przecież wcześniej Pakistan musiałby wypowiedzieć wojnę całemu NATO.

 

PIOTR BALCEROWICZ: To nie odbyłoby się na drodze otwartego konfliktu zbrojnego. Wielką rolę odegraliby tutaj Pasztunowie, którzy otrzymaliby wsparcie ze strony pakistańskiej armii. Być może w ich szeregach byliby także żołnierze regularnej armii, tylko oczywiście bez mundurów. Tak było w 1996 roku, gdy talibowie wkraczali do Kabulu, a wśród nich było 3 tysiące żołnierzy Pakistanu. Wówczas w wojnie po stronie talibów uczestniczyły pakistańskie samoloty. Uczestniczyły one także na działaniach zbrojnych w 2001 roku przeciwko antytalibskiej opozycji, co sam obserwowałem. A przecież talibowie nie mieli samolotów. To były samoloty pakistańskie, choć pozbawione oznaczeń. Także i obecnie sam Pakistan nie musiałby wcale przekraczać granicy.
 

POLSKA ZBROJNA: Indie by nic nie zrobiły przy takim rozwoju wypadków?

 

PIOTR BALCEROWICZ: Interwencję mogłyby podjąć tylko w momencie, gdyby Pakistan naruszył ich integralność terytorialną, a chodzi tu głównie o Kaszmir. To nie byłaby też regularna wojna, gdyż tamtejsze ukształtowanie terenu na to nie pozwala. Znów odbyłoby się to na zasadzie dozbrajania i rozbudowy kaszmirskich grup partyzanckich, których operacje i tak od lat wspiera Pakistan. Indie nawet zapowiedziały, że w przypadku nasilenia się konfliktu mogą przeprowadzić prewencyjne ataki na ośrodki szkoleniowe na terenie Pakistanu, a to mogłoby dać początek regularnej wojnie, w której broń jądrowa mogłaby zostać użyta. Jednak to Pakistan użyłby jej jako pierwszy.

 

POLSKA ZBROJNA: Jest jeszcze jeden gracz w regionie.


PIOTR BALCEROWICZ: Rzeczywiście w latach 60. Chiny wyrosły na kolejne zagrożenie dla Indii, nawet większe niż Pakistan. Do tej pory pomiędzy nimi a Indiami nie ma podpisanego układu granicznego i rzeczywistego traktatu pokojowego. Ten element jest aktualnie ignorowany w kontaktach bilateralnych, bo oba te kraje dążą do utrzymywania dobrych stosunków. Stąd też pewne tereny pozostają pod okupacją Chin i nie zanosi się na to, by sprawa ta została uregulowana. Obu krajom nie grozi raczej wojna, ale są dla siebie poważnymi konkurentami gospodarczymi. Dążą do ekonomicznej dominacji w całej Azji i bycia głównym mocarstwem na kontynencie. Prawdopodobnie za około trzydzieści lat będą one w trójce najbogatszych państw świata, obok Stanów Zjednoczonych.

 

POLSKA ZBROJNA: Czy widać już otwartą rywalizację obu tych krajów?

 

PIOTR BALCEROWICZ: W minimalnym zakresie. Raczej przez kilkadziesiąt lat będziemy obserwować współpracę gospodarczą pomiędzy tymi krajami. Chiny mogą być tu trochę przebieglejsze, gdyż pozostają one w bardzo dobrych kontaktach z Pakistanem, któremu sprzedają także broń. Kto jak kto, ale to one będą korzystać na napięciach pomiędzy Indiami a ich zachodnim sąsiadem. Poza tym, w długofalowych kontaktach, Chiny stanowią zagrożenie dla suwerenności Pakistanu. Już w tej chwili traktują ten kraj jako bezpośrednią strefę wpływów. Chiny wybudowały w Gwadar w Pakistanie swój port (otwarty w marcu 2007 r.), do którego chcą w przyszłości doprowadzić kolej z prowincji Xinjiang. Pakistańczycy za to oczekują zacieśniania współpracy militarnej oraz liczą na tanie technologie, także jądrowe, której sami nie byliby w stanie wypracować. Wszystko po to, by być gotowym na ewentualną wojnę ze wspólnym wrogiem.

 

POLSKA ZBROJNA: Jak się w tym wszystkim odnajdują Stany Zjednoczone? Co one chcą ugrać na stosunkach z Pakistanem?
 

PIOTR BALCEROWICZ: Myślę, że Amerykanie sami tego nie wiedzą. Polityka Białego Domu w tym rejonie jest od dziesiątek lat jednym wielkim pasmem błędów i nieporozumień. To, w jakiej sytuacji znalazł się Pakistan i groźba ewentualnego przejęcia władzy przez ekstremistów jest moim zdaniem konsekwencją działań Waszyngtonu. W II połowie lat 1980-tych Amerykanie przekazywali Pakistanowi pieniądze, które miały pójść na wsparcie mudżahedinów walczących przeciw Rosjanom okupującym Afganistan. W ten sposób stworzono wolny rynek nowoczesnej broni wykorzystanej w afgańskiej wojnie domowej, jaka wybuchła w 1989 roku, zaraz po wyjściu Armii Radzieckiej z Afganistanu. W ramach współpracy wojskowej Pakistan przez dekady otrzymywał ogromne fundusze na rozbudowę sił zbrojnych. W żaden jednak sposób Amerykanie nie wiązali tego wsparcia finansowego z rozwojem struktur demokratycznych w Pakistanie. Wprost przeciwnie: profity czerpali autokratyczni generałowie, którzy w zamachach stanu przejmowali władzę i obalali cywilne rządy. W rezultacie pakistańska armia stała się państwem w państwie, a sam kraj niewiele z demokracją wspólnego. Stany Zjednoczone tę sytuację nie tylko tolerowały, ale było to im nawet na rękę, gdyż krótkich chwilach quasi-demokracji do głosu dochodzili politycy krytycznie patrzący za bliską współpracę z USA i podkreślający niezależność Pakistanu. Najlepiej błędy Amerykanów widać na przykładzie talibów. Bez ogromnego wsparcia finansowego i militarnego, poczynając od 1992 roku, talibowie nigdy by nie zaistnieli. To de facto Amerykanie razem z ówczesną premier Pakistanu Benazir Brutto stworzyli ruch, który miałby być nową siłą, kótra miała być niezależna od afgańskich zbrojnych frakcji uwikłanych w wojnę domową, a która zaprowadziłaby pokój w Afganistanie i dawałaby się kontrolować przez rząd Pakistanu i przez Stany Zjednoczone.


 

POLSKA ZBROJNA: Reasumując, Amerykanie nie są w stanie skutecznie zainterweniować w Pakistanie, by oddalić zagrożenie przejęcia władzy przez ekstremistów. Nie zrobią tego również Indie, by nie uwikłać się w konflikt nuklearny. Chiny także nic nie zrobią, bo mają swoje cele gospodarcze i chcą osłabić południowego konkurenta. To kto by mógł cokolwiek z tym zrobić?

 

PIOTR BALCEROWICZ: Nikt.

 

POLSKA ZBROJNA: To nie brzmi zbyt optymistycznie, biorąc pod uwagę fakt, że grozi nam globalna wojna z użyciem broni nuklearnej.


PIOTR BALCEROWICZ: Zgadza się. Nie musi się tak jednak stać. Można tego uniknąć, starając się wprowadzić pewne zmiany polityczne w Pakistanie i wspierając demokratyzację tego kraju, choć jest to trudne. Łatwiej było tego dokonać dziesięć lat temu, a jeszcze łatwiej trzydzieści lat temu. Obecnie krótkie chwile quasi-demokracji kojarzone są w Pakistanie coraz częściej z chaosem, nieudolnością administracji i korupcją, a to powoduje, mieszkańcy coraz bardziej przychylają się do rozwiązań radykalnych.


POLSKA ZBROJNA: Jak to zrobić?

 

PIOTR BALCEROWICZ: Należy zacząć bezpośrednio wiązać wszelką międzynarodową pomoc dla Pakistanu z prodemokratycznymi zmianami politycznymi. Niezwykle ważnym elementem jest także wspieranie edukacji w Pakistanie, która jest w chwili obecnej w opłakanym stanie. Działa tam aż 40 tysięcy medres, szkół koranicznych, które wypełniają lukę tam, gdzie brak szkół. Niestety, przypadek Afganistanu jasno pokazuje, jak elity polityczne i wojskowe krajów Zachodu są głuche na głosy środowisk naukowych, które od dawna zwracają uwagę na krytyczny stan Pakistanu i radzą, co zrobić.

 

POLSKA ZBROJNA: Niedawno skończył się szczyt NATO, na którym ustalono, że trzeba koniecznie zmienić charakter misji w Afganistanie na cywilno-wojskowy i wesprzeć tamtejszą ludność.

PIOTR BALCEROWICZ: O siedem lat za późno: w grudniu 2001 roku, po obaleniu reżimu talibów należało wypracować spójny plan odbudowy kraju, coś w rodzaju Planu Marshalla dla Afganistanu, zamiast skupiać wysiłki na ściganiu talibów. Obecny wzrost znaczenia talibów w Afganistanie i Pakistanie jest wynikiem wieloletniej polityki zaniechań i źle postawionych celów. Trzeba mieć zatem nadzieję, że w wypadku Pakistanu polityka państw zachodnich stanie się bardziej przemyślana, nim będzie za późno.


POLSKA ZBROJNA: Ile zostało czasu?


PIOTR BALCEROWICZ: To zależy od splotu zdarzeń. Ekstremiści mogą uzyskać władzę zarówno za trzy lata, jak i za lat kilkanaście. Jeśli rozmaite skrajne ugrupowania islamskie – pomimo dzielących je różnic – zaczną ściślej ze sobą ściślej współpracować, jeśli kryzys gospodarczy pogłębi niezadowolenie mieszkańców Pakistanu, co doprowadzi do chaosu politycznego i zamieszek, jeśli frustracja i niezadowolenie z sytuacji politycznej ludności i armii przyczyni się do aprobaty rozwiązań skrajnych, jeśli w armii grupa wyższych oficerów, głęboko religijnych, porozumie się z partiami radykalnymi, jeśli pakistańskie służby wywiadowcze Inter-Services Intelligence nie zostaną poddane kontroli, to może dojść do zamachu stanu przeprowadzonego przez wewnętrzne zróżnicowaną koalicję sił religijnych… Ten scenariusz jest możliwy. Ale nie jest nieunikniony.