Warszawa, 19 grudnia 2001 r.

 [oryginalny tekst, bez skrótów]

 

Krajobraz po bitwie 

Piotr Balcerowicz

 

Upadek Kandaharu 7 grudnia 2001 roku oraz zdobycie fortyfikacji w Górach Białych wokół Tora Bora 15 grudnia potraktowano w niektórych kręgach jako symboliczne zakończenie konfliktu afgańskiego i rozbicie struktur al-Kaidy w Afganistanie, a przekonanie takie wyraził m.in. sekretarz stanu Colin Powell 16 grudnia. W rzeczywistości nadzieje te są przedwczesne, nie tylko dlatego, że Zachód nie osiągnął swego celu: pojmania mułły Mohammada Omara i Osamy bin Ladena, ale także dlatego, że w charakterze organizacji terrorystycznych tego typu leży ich mobilność. Autonomiczne organizacje są dość luźno powiązane ze sobą i przypominają działanie serwerów w internecie: zniszczenie pojedynczego ogniwa nie wpływa radykalnie na funkcjonowanie całej struktury, która daje się łatwo przekonfigurować.

Tysiącom bojowników islamskich udało się w ciągu ostatnich miesięcy uciec z Afganistanu. W odróżnieniu od afgańskich talibów, wielu z nich ma zamkniętą możliwość powrotu w rodzinne strony. Dla tych, którzy przybyli do Afganistanu mając po 18-25 lat, naturalnym rzemiosłem, w jakim się szkolili była walka, a wojna - ich naturalnym środowiskiem. Ich los może zaważyć na przyszłości Azji Środkowej, Indii i Bliskiego Wschodu. Geograficznie i ideologicznie najbliższym azylem dla wielu okaże Kaszmir, gdzie przyłączą się do oddziałów separatystycznych walczących o niezawisłość tego indyjskiego stanu.

Związki między separatystami kaszmirskimi a talibskimi bojownikami istnieją od lat, a przenikanie tych ostatnich będzie się przyczyniać do wzrostu napięcia w całych Indiach i zagrozi bezpieczeństwu zarówno instytucji państwowych. Dla obserwatora wydarzeń nie był najmniejszym zaskoczeniem zamach terrorystyczny, jaki miał miejsce 13 grudnia w Parlamencie Indyjskim. Za zamachem stały siły od lat powiązane z talibami: pakistański wywiad wojskowy ISI i kaszmirscy separatyści, mający powiązania z al-Kaidą. Organizator zamachu Mohammad Afzal, koordynator ugrupowania Dżaisz-i-Mohammad, odpowiedzialny jest za uprowadzanie w grudniu 1999 roku samolotu indyjskich linii lotniczych Indian Airlines do Kandaharu, gdzie talibowie udzieli mu gościny. Można sądzić, że zamach w parlamencie w Delhi inicjuje serię planowanych zamachów na przedstawicieli władz krajowych i regionalnych w Indiach. Jest to także zapowiedź zaostrzenia walk w Kaszmirze.

Innymi obszarami aktywności bojowników przeszkolonych w Afganistanie będą Indonezja (przede wszystkim prowincja Aczeh na północnym cyplu Sumatry i okolice Surabaji na Jawie), Filipiny i Sudan, gdzie al-Kaida funkcjonuje od lat. Część Saudyjczyków powróci w rodzinne strony, by włączyć się w ruch niezadowolenia społecznego i wykorzystać negatywne nastroje w kraju, w którym od lat obniża się dochód narodowy i pogarszają się warunki życia. Grupy terrorystów mogą skutecznie destabilizować sytuację wewnętrzną w wielu innych krajach na Bliskim Wschodzie. Ci, którzy pozostaną w Pakistanie, będą stanowili poważne zagrożenie dla rządu generała Perweza Muszaraffa.

Terrorystom islamskim dążącym do zmiany układu politycznego w krajach arabskich może niespodzianie przyjść w sukurs eskalacja amerykańskich działań zbrojnych i przeniesienie akcji militarnych na inne kraje, w tym na Irak. Wybuch protestów w krajach arabskich doprowadziłby do głębokiego kryzysu i zagroziłby pozycji rządów takich krajach jak Arabia Saudyjska. Zrozumiałe są zatem sygnały wysyłane z Rijadu, ostrzegające USA przed podejmowaniem pochopnych kroków w walce z terroryzmem. Jedynie rozważne działania, które będą brały pod uwagę uwarunkowania religijne, kulturowe i etniczne, mogą uchronić cały region przed katastrofą.

Niektórzy obserwatorzy za oznakę końca afgańskiej wojny uznali porozumienie podpisane w Petersbergu 5 grudnia 2001, regulujące funkcjonowanie systemu politycznego w Afganistanie do czerwca 2004 roku. Jeśli porozumienie to chciałoby się traktować jako kres wieloletniej wojny, to nadzieje te są w dużym stopniu przedwczesne. W rzeczywistości porozumienie to jedynie wskazuje na pewien kierunek przemian i otwiera szansę na pokój. Do ostatniej chwili trwały negocjacje, a w chwili podpisywania porozumienia nie znane były jeszcze nazwiska wszystkich członków rządu tymczasowego: udało się jedynie uzgodnić parytet. Pięcioro wicepremierów w 29-osobowym rządzie tymczasowym premiera Sajeda Hamida Karzaja jest przejawem roszczeń ugrupowań, które dałby się usatysfakcjonować jedynie wówczas, gdyby liczbę wicepremierów podwoić.

Przebieg konferencji był dość burzliwy i parokrotnie pojawiały się groźby jej zerwania, które udało się zażegnać głównie dzięki naciskom państw zachodnich, ONZ i jej przedstawicielowi Lakhdarowi Brahimiemu. Przebieg konferencji warunkowały także wydarzenia w samym Afganistanie, w tym sukcesy militarne Hamida Karzaja na południu Afganistanu oraz pierwsze od lat siedemdziesiątych wybory w Afganistanie, które doprowadziły do wybory burmistrza Heratu 28 listopada. Na rzeczywistej akceptacji wyników tej konferencji w samym Afganistanie może zaciążyć nie w pełni reprezentatywny skład konferencji. Poparcie jedenastoosobowej “grupy rzymskiej”, przedstawicieli byłego króla Zahira Szaha na emigracji w Rzymie powiązanych z emigracyjnymi elitami finansowymi, okazało się decydujące przy wyborze na premiera Hamida Karzaja.

Niewątpliwym sukcesem konferencji jest już sam fakt, że przedstawiciele różnych środowisk znaleźli się przy wspólnym stole i podjęli rozmowy. Konferencja i podpisane porozumienie są sygnałem skierowanym do świata, przedstawicieli ONZ, organizacji humanitarnych i rządów krajów zachodnich, że w Afganistanie mamy do czynienia z ugrupowaniami, które nie tylko umieją walczyć, ale zdolne są także do kompromisu w kluczowych sprawach. Jest to zapowiedź, że sytuacja w Afganistanie będzie się normalizować, co jest niezbędnym warunkiem, by dało się uruchomić zagraniczne fundusze na odbudowę kraju i organizować pomoc humanitarną. Sygnał ten był adresowany również do ugrupowań w samym Afganistanie, które albo same nie chciały wziąć udziału w konferencji w Petersbergu, albo nie zostały zaproszone do negocjacji. Wynik konferencji wskazuje, że wszyscy, którzy chcieliby czerpać korzyści w zaistniałym układzie politycznym, będą mogli to czynić przede wszystkim w ramach współpracy z nową koalicją rządową, za którą stoi nie tylko ich siła militarna, ale także szerokie wsparcie krajów zachodnich i organizacji międzynarodowych, a myślenie ponad podziałami politycznymi i etnicznymi nabiera realnego wymiaru - mierzonego korzyściami finansowymi.

Kolejnym sukcesem jest zapobieżenie rozbiciu kraju na południową część pasztuńską (“Pasztunistan”) i północną część tadżycko-uzbecko-hazarską. Wątek utworzenia nowego państwa: Pasztunistanu, był podnoszony na konferencji w Petersbergu przez stronnictwo związane z Gulbuddinem Hekmatjarem. Mogłoby się wydawać, że stworzenie dwóch odrębnych państw spójnych etnicznie definitywnie zakończyłoby konflikt. Jednak przyjrzenie się historii najnowszej Afganistanu wskazuje, że problemu Pasztunistanu jest istotnym elementem pokoju w regionie i przez lata rzutował na politykę Afganistanu i Pakistanu. Ustalenie w 1893 roku sfer wpływów amirów w Kabulu i imperium brytyjskiego wedle tzw. linii Duranda, przebiegającej przez tereny pasztuńskie, wywołało wkrótce reakcję: podzielone plemiona pasztuńskie sformułowały koncepcję kraju obejmującego wszystkich Pasztunów. Regenci króla Mohammada Zahira Szacha domagali się oddania Afganistanowi ziem pasztuńskich w 1947 roku, kiedy powstawały niezależne Indie i Pakistan. Ponieważ żądania te zostały odrzucone, Afganistan zagłosował przeciwko przyjęciu Pakistanu do ONZ podczas sesji 30 września 1947 roku. W latach 1949-1951 doszło do zaognienia konfliktu i walk zbrojnych. Napięcia zainicjowało zakwestionowanie pakistańskiej linii granicznej przez tzw. Liberalny Parlament Afganistanu, a pakistańską ripostą było utworzenie Radia Wolny Afganistan w przygranicznej Kwetcie. Konflikt wybuchł na nowo w 1955 roku, by odżyć w maju 1961 roku. Wówczas doszło do pierwszych starć zbrojnych i wybuchu powstania po pakistańskiej stronie linii Duranda, zerwania kontaktów dyplomatycznych i zamknięcia placówek w Pakistanie i Afganistanie, zablokowania granicy przez Pakistan 6 września 1961 roku. W rezultacie Afganistan został odcięty od portów nad Oceanem Indyjskim i zaopatrzenia. Konsekwencją było załamanie się gospodarki afgańskiej, hiperinflacja, wewnętrzny kryzys polityczny i zmiana rządu w marcu 1963 roku, a ostatecznie nawiązanie bliskich więzi z ZSSR i infiltracja przez KGB.

Ewentualny podział Afganistanu doprowadziłby do wybuchu walk w samym Afganistanie i do wojny domowej w Pakistanie, która byłaby nieobliczalna w skutkach: pomniejszenie o szeroki pas przygraniczny zagrażałoby bytowi Pakistanu, dysponującemu bronią atomową. Indie, pragnące definitywnie rozwiązać kwestię kaszmirską, nie przyglądały by się biernie rozwojowi wypadków.

Wyodrębnienie się Pasztunistanu pozostawiłoby zdominowany przez Tadżyków Afganistan północny, słaby politycznie, odcięty od oceanu dwiema granicami. W sposób naturalny Tadżycy afgańscy dążyliby do odtworzenia dawnych więzi z Tadżykami zamieszkującymi Tadżykistan. Ludność Tadżykistanu, w której wciąż żywa jest pamięć dwóch symboli kultury tadżyckiej: Samarkandy i Buchary, utraconych na mocy dekretu Stalina z 5 grudnia 1929 roku na rzecz Uzbekistanu, podchwyciłaby zapewne ideę “Wielkiego Tadżykistanu”, w którego skład wchodziły Afganistan północny, obecny Tadżykistan i część Uzbekistanu. O silnych związkach między Tadżykami w Afganistanie i Tadżykistanie świadczy fakt, że w procesie, który ostatecznie doprowadził do podpisania 27 czerwca 1997 roku porozumienia pokojowego w Duszanbe kończącego wojnę domową, brali udział afgańscy Tadżycy (m.in. Ahmed Szah Masud). Elity Tadżykistanu spoglądają na afgańskich Tadżyków jako na tych, którzy uchronili rdzenną kulturę tadżycką przed zniszczeniami, jakie miały miejsce w czasach okupacji radzieckiej w okresie 1919-1991. Nie jest wykluczone, że konflikt o Pasztunistan mógłby zainicjować w Azji Środkowej procesy, które w rezultacie wciągnęłyby w wojnę Tadżykistan i Uzbekistan. Scenariusz “afgańskiego domina” wskazuje, że w interesie nie tylko samych Afgańczyków leży pokój w ich kraju.

W chwili obecnej podstawowa wątpliwość brzmi, czy wszyscy zdolni są do zaakceptowania kompromisu w postaci tymczasowego rządu Karzaja. Dla niektórych przywódców oznacza to kres kariery. Burhanuddin Rabbani pogodził się już z myślą o zmianie warty i przejęciu władzy w kraju przez młodsze pokolenie. Obecność przedstawicieli Sojuszu Północnego (dr Abdullaha Abdullaha, Junusa Kanuniego i Mohammeda Fahima) w nowo utworzonym rządzie zapewnić może mu pewien wpływ na sytuację polityczną w przyszłości. Jednak Burhanuddin Rabbani sam siebie postrzegał zawsze jako przywódcę cywilnego. Rzeczywistym problemem są dowódcy wojskowi, za którymi stoi realna siła militarna. Gen. Ismael Khan jako gubernator prowincji Heratu nie ma aspiracji zarządzania całym krajem. Zapewne także komendant hadżi Abdul Kadir zadowoli się gubernatorstwem prowincji Nangarhar i doliny Nuristanu, pomimo deklarowanego pierwotnie niezadowolenia. Pod dużym znakiem zapytania będą stać dalsze działania uzbeckiego dowódcy Abdula Raszida Dostuma, który wielokrotnie destabilizował sytuację. Ma on za sobą silną armię i może się nie zadowolić funkcją gubernatora Mazar-i Szarif. Po podpisaniu porozumienia w Petersbergu niezwłocznie je oprotestował, choć kilka dni później wyraził gotowość do uznania nowego układu politycznego - zmiana poglądów w jego wypadku nie jest zaskoczeniem. Podobnie pasztuński dowódca Gulbuddin Hekmatjar gotów jest dążyć do destabilizacji sytuacji, nie mając nic do stracenia. Rezultaty porozumienia zakwestionował nawet w pewnym momencie pasztuński dowódca pir Sajed Ahmed Gailani, przedstawiciel tzw. grupy peszawarskiej na konferencji w Petersbergu.

Przede wszystkim nie wiadomo, jak porozumienie o utworzeniu rządu tymczasowego zostanie przyjęte przez licznych dowódców pasztuńskich, których interesy w ogóle nie były reprezentowane na konferencji w Petersbergu. Należy mieć nadzieję, że pasztuńskiemu premierowi Hamidowi Karzajowi uda się - z pomocą funduszy pozyskane od państw zachodnich - pozyskać ich poparcie.

Słabość jest niejako wbudowana w strukturę nowego rządu i w nieoczekiwanym momencie może doprowadzić do jego obalenia. Wynika to jego “marionetkowego” charakteru. Takie właśnie zarzuty zostały wyrażone w pierwszych reakcjach Burhanuddina Rabbaniego, który porozumieniu zarzucił, że powstało ono w wyniku amerykańskiej interwencji zbrojnej i pod dyktatem sił zachodnich, a powołany rząd nie reprezentuje narodu, lecz interesy mocarstw zachodnich.

Problemem jest brak idei spajającej wieloetniczny kraj, w którym dominuje układ feudalny i brak jest nowoczesnych struktur społecznych. Partie polityczne są w rzeczywistości ugrupowaniami feudalnymi i gromadzą swoich zwolenników nie wokół haseł i programów politycznych, lecz na zasadzie lojalności grupowej, lokalnej czy plemiennej. W obrębie poszczególnych partii znajdujemy polityków, których poglądy dają się szybciej pogodzić z przeciwnikami politycznymi niż z politykami z rodzimej partii! Burhanuddina Rabbaniego politycznie łączy więcej z jego pasztuńskim przeciwnikiem Gulbuddinem Hikmatjarem czy niektórymi talibami, niż z dr Abdullahem Abdullahem i zabitym we wrześniu Ahmedem Szahem Masudem z jego własnej partii, Sojuszu Islamsko-Narodowego (Dżambish-i-Milli-i-Islami).

Pewnym rozwiązaniem może być idea “narodu afgańskiego” - mogłaby ona dopomóc w przezwyciężeniu wioskowo-plemiennego układu feudalnego i lojalności. Choć “naród afgański” jest fikcją, to fikcja ta może okazać się wielce użyteczna, kreując więzi ponadplemienne, ponadregionalne i ponadjęzykowe i umożliwiając stworzenie układu, w którym działają partie polityczne z prawdziwego zdarzenia. Fikcją tą posługują się przede wszystkim przedstawiciele mniejszości etnicznych: Tadżyków, Uzbeków czy Hazarów, gdyż pojęcie ponadplemiennego narodu rozmywa zaś ideę “etnicznej większości”. Jako reprezentanci “narodu afgańskiego” posiadają taką samą legitymizację do sprawowania władzy jak przedstawiciele etnicznej większości: Pasztunów. Idea ta stanowi przeciwwagę dla argumentacji Pasztunów, którzy domagają się objęcia kluczowych stanowisk w państwie właśnie dlatego, że stanowią etniczną większość.

Kluczowym problemem pozostaje bezpieczeństwo w kraju, w którym większość mężczyzn nosi broń i posługuje się nią na co dzień. Od stuleci broń jest nieodłącznym atrybutem Afgańczyka, który ze strzelbą idzie na polowanie, na bazar czy do czajchany na herbatę. W ostatnich miesiącach plagą stały się napady rabunkowe. Łupem bandytów pada nie tylko wyposażenie biur międzynarodowych organizacji humanitarnych, czy sprzęt dziennikarski, ale całe transporty z pomocą humanitarną. Te negatywne zjawiska skutecznie uniemożliwiają dostarczenie pomocy potrzebującym, którzy z reguły mieszkają z dala od wielkich miast, a wiele akcji humanitarnych zostało z tego powodu zwieszonych. Istotną rolę mogą odegrać międzynarodowe siły pokojowe, dbające o bezpieczeństwo transportów. Pomyślnie przeprowadzane akcje wspomagające bezpieczeństwo konwojów żywnościowych może w rezultacie przyczynić się nie tylko do stabilizacji w kraju, ale również do wzrostu prestiżu rządu tymczasowego. Pod warunkiem, że wprowadzenie obcych sił będzie się odbywać z poszanowaniem specyfiki afgańskiej przy pełnej akceptacji rządu Karzaja i przywódców lokalnych społeczności. Kontynuowanie polityki z pozycji siły, jak to dotychczas czyniły Stany Zjednoczone, może zaprzepaścić szanse na pokój na wiele lat.

Atutem rządu tymczasowego jest polityczne wsparcie z zagranicy i perspektywa uzyskania realnej pomocy humanitarnej. Priorytetem jest zapewnienie minimum bezpieczeństwa transportom z pomocą i pracownikom organizacji międzynarodowych. Paradoksalnie klęska humanitarna może być najlepszym sprzymierzeńcem pokoju, gdyż wszyscy w Afganistanie mają świadomość, że jedynie pomoc humanitarna z zewnątrz może uratować 7 milionów Afgańczyków przed perspektywą śmierci głodowej.

 

 

 

Pierwotnie artykuł został opublikowany w tygodniku

nr 5, 2.02.2002, pp. 39-41 jako “Teraz my: Afganistan”:

http://polityka.onet.pl/162,1075762,1,0,2334-2002-05,artykul.html