Elbląg, 9 października 2002 r.

 [oryginalny tekst, bez skrótów]

 

Rok w Afganistanie

Piotr Balcerowicz

 

7 października minął ponad rok od rozpoczęcia amerykańskiej inwazji na Afganistan, a 13 listopada upływa rok od momentu, kiedy Siły Zjednoczonego Frontu, tj. antytalibskiej opozycji, wkroczyły do Kabulu. Skłania to siłą rzeczy do podjęcia próby podsumowania zmian, jakie zaszły od tamtych zdarzeń.

Wartość płynąca z usunięcia fundametalistycznego reżimu talibów jest bezsporna. Jednak wiele problemów, jakie mogły zostać przez ostatni rok choćby częściowo rozwiązane, zostało zaniedbanych albo pogłębionych. Na przebieg tych procesów miał wpływ, w jaki została przeprowadzona amerykańska interwencja zbrojna.

Podstawowym problemem Afganistanu nadal pozostaje brak spójności na kilku płaszczyznach. W wyniku procesów historycznych nie została wytworzona trwała idea narodu afgańskiego, a okres 23 lat wojen, rozpoczętych inwazją radziecką w grudniu 1979 roku, jedynie ten brak jedności pogłębił. W kraju podzielonym etnicznie (Pasztunowie to 38%, Tadżycy – 25%, Hazarowie – 19%, Uzbecy – 6% itd.) przedstawiciele mozaiki etnicznej utożsamiają się przede wszystkim z własną grupą plemienną i klanem, co wpływa na ich lojalność – a raczej jej brak – w stosunku do ponadetnicznego, ponadplemiennego organizmu państwowego. Dawna dwujęzyczność ludności afgańskiej – większość posługiwała się zarówno językiem pasztu, jak i dari (dialektem perskim) – po okresie okupacji radzieckiej, wojen domowych i ucisku talibów stała się fikcją. W rezultacie komunikacja między grupami etnicznymi, których przedstawiciele posługują się obecnie praktycznie tylko jednym z tych dwóch języków,  została niemal ograniczona do zera. Tożsamość jednostki określają także bezpośrednie jej relacje z najbliższym jej ośrodkiem władzy. Centralna władza państwowa dla większości mieszkańców pozostaje odległym wyobrażeniem, a rząd znajduje się Kabulu odciętym od reszty kraju. W tej sytuacji rolę przywódczą odgrywają lokalni przywódcy, z reguły wywodzący się z dawnych struktur partyzanckich, stawiających opór wojskom radzieckim, oraz struktur wojskowych uwikłanych w wojnę domową w latach 1989–1994 (z przerwami) oraz walkę z talibami. Siłą rzeczy przeszłość przywódców wojskowych determinuje ich sposób sprawowania władzy: skorumpowany, autorytarny, czysto hierarchiczny i opierający się na własnym aparacie przemocy, niezależnym od centralnych władz afgańskich. Zmilitaryzowany system sprawowania władzy zastąpił z reguły dawne klanowo-plemienne struktury hierarchiczne, opierające się na różnego rodzaju radach samorządowych (szura) i starszyźnie plemiennej czy wioskowej. O autorytecie jednostki i pozycji społecznej w mniejszym stopniu decyduje tradycja, poważanie, szacunek własnego rodu, osobiste doświadczenie czy kompetencje, lecz siła własnych oddziałów militarnych oraz zasobność kasy, uzupełnianej z nielegalnych źródeł, często z napadów rabunkowych, przemytu i uprawy narkotyków, spekulacji, korupcji czy nadużywania własnej pozycji i władzy.

W rezultacie mamy do czynienia z daleko posuniętym rozbiciem dzielnicowym państwa, w którym zasięg słabej władzy państwowej ogranicza się przede wszystkim do stolicy. Zatem rozbicie dzielnicowe jest drugim poważnym problemem. Utrzymanie własnych sfer wpływów przez lokalnych przywódców jest pochodną ogólnego braku bezpieczeństwa w państwie oraz nieistnieniu połączeń komunikacyjnych. Afganistan nigdy nie dysponował zadowalającą siecią dróg. Dwie główne arterie komunikacyjne zostały wybudowane z pomocą Rosjan. Pierwsza nitka asfaltu połączyła Kabul z Heratem. Cała zaś afgańska północ, oddzielona od reszty kraju górami Hindukuszu, została połączona ze stolicą, dopiero w 1964 roku, kiedy poprowadzono drogę do Mazar-i-Szarif i przebito tunel pod przełęczą Salang. W wyniku długotrwałych działań wojennych szlaki te przestały praktycznie istnieć. Połączenie między Kabulem a Heratem czy Mazar-i-Sarif stało się praktycznie nieprzejezdne także dlatego, że poszczególne odcinki trasy kontrolowane są przez zorganizowane bandy zbrojne i pospolitych rabusiów.

Kolejnym problemem jest brak połączeń telekomunikacyjnych. Pierwsze linie telefoniczne – wybudowane przez specjalistów radzieckich, jako “bratnia pomoc” – połączyły największe miasta: Kabul, Kandahar, Herat i Mazar-i-Szarif w latach 1924-25. Okres zawieruchy wojennej przerwały w szczątkowej formie jedynie lokalne sieci telefoniczne. Kontakt z innymi miastami w obrębie samego Afganistanu oraz z resztą świata utrzymywany jest wyłącznie dzięki niezwykle kosztownym telefonom satelitarnym, co skutecznie utrudnia przepływ informacji i ogranicza odbudowę społeczeństwa i rozwój gospodarczy.

 

Afganistan nękany jest nieustannie zamachami na raczkujące struktury państwa i ludzi je reprezentujących. W ciągu kilku miesięcy zginęło w zamachach dwóch ministrów-wiceprezydentów w rządzie Hamida Karzaja. W zamachu przeprowadzonym 14 lutego b.r. na międzynarodowym lotnisku w Kabulu zabito dr Abdur-Rahmana, wiceprezydenta i ministra transportu i turystyki. Z kolei 6 lipca został zastrzelony hadżi Abdul Kadir, wiceprezydent Afganistanu, minister urbanizacji oraz gubernator ważnej prowincji Nangarhar, ze stolicą w Dżalalabadzie.

Zamachy na najwyższych urzędników państwowych przeprowadzane są tak często, że nawet nie trafiają do prasy zachodniej. Przykładowo 8 kwietnia przeprowadzono w Kabulu zamach na ministra obrony i wiceprezydenta Afganistanu marszałka Mohammada Fahima, dawnego sekretarza Ahmeda Szaha Masuda i szefa wywiadu opozycji antytalibskiej. Reguarnie wybuchają bomby, których ofiarami pada ludność cywilna .

Ukoronowaniem tych ataków terrorystycznych był atak na prezydenta Karzaja, który przebywał w Kandaharze, w dniu 9 września. Przyczynowe tło tego zamachu wskazuje na źródła nierozwiązanych i wciąż nierozwiązywanych problemów afgańskich. Rząd Hamida Karzaja i jego prezydentura była wynikiem presji amerykańskiej na środowiska afgańskie oraz długotrwałych negocjacji, które nigdy nie zakończyły się pełnym kompromisem. Kompromis wszak zakłada dobrowolne zaakceptowanie warunków wypracowanego porozumienia. Obecny chwiejny kompromis władzy opierał się na powiązaniach finansowych, obietnicach władzy i wpływów. Osiągnięta w ten sposób pozorna równowaga od zarania zawierała mechanizmy, które przy nawet niewielkiej zmianie zależności grożą wywróceniem całego układu.

Siłą spajającą była realna siła wojskowa użyczona władzom afgańskim przez wojsko amerykańskie oraz obietnica pomocy finansowej.

W kraju, w którym jedną z podstawowych wartości uprawniających do sprawowania władzy i warunkiem jej utrzymania był honor (nanga). To afgańskie pojęcie konotuje szereg istotnych wartości i praw jednostki: prawo do zachowania wolności i niezależności (w tym do obrony autonomii osobistej, autonomii własnej rodziny i plemiennej), prawo do własności (ziemi, dobytku i kobiety) oraz ochrony terytorialnej autonomiczności, prawo do udziału w życiu społecznym (w tym dochodzenie własnych praw w ramach obowiązującego tradycyjnego sytemu zwyczajów i norm). W świetle powyższego odwołanie się do sił zewnętrznych, nieafgańskich upatrywane było przez wielu nie tylko jako swego rodzaju zdrada interesów afgańskich, ale także jako wyraz słabości. Po zamachu na wiceprezydenta Abdur-Rahmana prezydent Karzaj, Pasztun, zrezygnował z ochrony osobistej zapewnianej mu przez siły bezpieczeństwa w resorcie ministra obrony Mohammada Fahima, dowódcy tadżyckiego pretendującego wcześniej do przejęcia władzy, na rzecz komandosów amerykańkich. Tłem tego niepopularnego kroku, osłabiającego pozycję lidera, były nie tylko różnice etniczne czy obawa Karzaja o własne życie, ale zadawniony osobisty konflikt z początków lat 90-tych, kiedy Fahim – będąc szefem służb bezpieczeństwa lojalnych prezydentowi Burhanuddinowi Rabbaniemu – osadził Hamida Karzaja w areszcie.

Karzaj od początku był uważany w wielu środowiskach za polityka słabego, który reprezentuje przede wszystkim interesy amerykańskie, w tym interesy firm naftowych, czego potwierdzeniem było wyniesienie Karzaja – człowieka, który nie odgrywał praktycznie żadnej liczącej się roli w dotychczasowym życiu społecznym i politycznym Afganistanu – do władzy.

Pod koniec stycznia b.r. odbyła się w Tokio Międzynarodowa Konferencja nt. Odbudowy Afganistanu, podczas której uczestnicy – najbogatsze kraje świata, w tym USA, Japonia, kraje europejska i Arabia Saudyjska – obiecały pomoc przeznaczoną na odbudowę Afganistanu w wysokości 4,5 miliarda dolarów. Kwota ta została wpisana do tegorocznego budżetu afgańskiego, co pociągnęło za sobą szereg obietnic poczynionych przez rząd. Do końca lipca rząd Afgański otrzymał 100 milionów dolarów, a do dnia dzisiejszego ocenia się, że realna pomoc wyniosła ostatecznie ok. 2,5% obiecanej sumy. Brak obiecanych inwestycji oraz środków pomocowych na odbudowę kraju jest niewątpliwie decydującym czynnikiem osłabiającym autorytet władzy centralnej, wspierającym rozbicie dzielnicowe, utrwalającym lokalne zależności i destabilizującym sytuację w kraju.

Tutaj przede wszystkim należy szukać niepowodzeń w rekonstrukcji systemu władzy centralnej oraz źródeł zamachów na najwyższych przedstawicieli władz. Bezpośrednie przyczyny takie jak konflikty etniczne, walka o władzę czy “narkobiznes” są w obecnej sytuacji tylko pochodną braku realnych funduszy.

Oczywiście można zrozumień wahania i opór potencjalnych darczyńców czy inwestorów zachodnich. Brak bezpieczeństwa i systemu nadzoru nad inwestowanymi funduszami pomocowymi skutecznie uniemożliwia wypełnianie przez najbogatsze państwa podjętych zobowiązań. Jednak bierność jedynie pogarsza sytuację i ogranicza perspektywy na trwały pokój w Afganistanie.

W tradycyjny układ społeczny wpisane jest zjawisko odpływu części inwestowanego kapitału na rzecz elit władzy. Zjawisko to, określane na Zachodzie jednoznacznie pejoratywnym terminem “korupcja”, ma w Afganistanie zupełnie inny wymiar. W rzeczywistości jest ono elementem systemu wzajemnych zależności, który wymagałby dużo obszerniejszego omówienia. W pewnym uproszczeniu lokalni przywódcy realizują swój tradycyjny obowiązek utrzymywania lojalnych sobie grup, w tym wypadku całych lokalnych społeczności. W perspektywie długofalowej taka praktyka niekorzystnie musi wpływać na strukturę państwa, jednak – co istotne – stanowi element tradycji, której istnieje należy przyjąć do wiadomości, by móc realizować pomoc humanitarną dla społeczeństwa afgańskiego.

 

Gwałtowna zmiana układu politycznego, będąca wynikiem zaangażowania w Afganistanie amerykańskich sił zbrojnych, spowodowała, że kluczowe funkcje w kraju przejęły osoby, których podstawowym doświadczeniem życiowym jest rzemiosło wojenne, których prestiż nie wynika z ich osobistych kompetencji, z tradycyjnego systemu wartości, i społecznego prestiżu, lecz siły ich powiązań z amerykańskim sojusznikiem. Błąd tego rozwiązania tkwi w samych motywach amerykańskich działań wojennych. Ich celem było przede wszystkim zlikwidowanie reżimu talibów i siatki terrorystycznej oraz przejęcie choćby częściowej kontroli nad złożami kaspijskiej ropy naftowej. Celem drugorzędnym – i można żywić poważne obawy, że jedynie o wymiarze propagandowym – była odbudowa samego państwa i zapewnienie mu wewnętrznej stabilizacji.

Na całkowicie odmienne interesy amerykańskie i afgańskie nakłada się zdumiewający brak rozeznania specyfiki kulturowej tego obszaru. Jego najbardziej rażącym przykładem były liczne przypadki bombardowań przez amerykańskie odrzutowce wsi afgańskich, w których odbywały się wesela. Tradycyjnie obrzędom weselnym w Afganistanie towarzyszą wystrzały na wiwat, które alarmowały siły amerykańskie. Wg raportu majora Bryana Hilferty’ego upublicznionego z 18 maja z bazy lotniczej w Bagram pod Kabulem “16 maja siły koalicyjne zabiły co najmniej 10 terrorystów, po tym jak w kierunku komandosów australijskich oddano strzały”. Po oprotestowaniu tego zdarzenia i dochodzeniu władz lokalnych, które jednoznacznie wykazało, że został zbombardowany dom weselny, major Bryan Hilferty utrzymywał: “Doniesienia o weselu są absolutnie nieprawdziwe. Nie było nikogo w białej sukni”. Choćby elementarna znajomość realiów pozwoliłaby uniknąć wielu tragedii i błędów: biel jest kolorem weselnym wyłącznie w części tradycji europejskiej, a w większości krajów na świecie, w tym w Afganistanie jest kolorem pogrzebowym.

Brak rozeznania kulturowego powoduje, że niejednokrotnie działania agend zachodnich, gł. oficerów amerykańskich, zaogniają sytuację, doprowadzając do konfliktów międzyetnicznych, oraz wzbudzają niechęć do całej kultury zachodniej. Wpływa to bezpośrednio na wzrost nieufności ludności afgańskiej do działaczy zachodnich, w tym pracowników organizacji humanitarnych. Jednocześnie stanowi pożywkę dla ekstremistycznych ruchów religijnych, które stanowią bezpośrednie zagrożenie dla rządu centralnego.

  

Nieznajomość realiów kulturowych oraz realizacja własnego wąskiego celu politycznego podczas kampanii antytalibskiej w październiku-grudniu 2001 roku doprowadziła do poparcia tymczasowych sprzymierzeńców, co doprowadziło do legitymizacji ich władzy i jej wzmocnienia. Wiosną tego roku działacze na rzecz praw człowieka z Bostonu odkryli masowe groby na północy Afganistanu, niedaleko miejscowości Szibargan (36°41´ N, 65°44´ E), koło osady Tilla-tepe, gdzie wcześniej tej samej ziemi w 1979 r. odkryto najsłynniejszy skarb afgański, bezcenny “złoty skarb z Tilla-tepe.

Po ostatnich ekshumacjach ocenia się, że w listopadzie ubiegłego roku – w trakcie trwania amerykańskiej operacji wojskowej – zginęło 2,000-3,000 a 8,000 jeńców talibskich, choć pierwotnie szacowano liczbę zabitych na 150, z czego niecała setka miała umrzeć w wyniku ran postrzałowych.

Jeden z więźniów, którzy przeżyli, relacjonował, że spośród 300 więźniów transportowanych z miejscowości Kuduz do obozu internowania, zmarło z braku wody i powietrza – zamkniętych razem z nim w kontenerze na całą dobę. Ogółem w tego typu transportach jeńców z Kunduz i Mazar-i Szarif, gdzie znajduje się kwatera gen. Abdula Raszida Dostuma, obecnie wiceministra obrony w rządzie Hamida Karzaja, do Szibargan w kontenerach zginęło od 800-1000 jeńców. Wielu naocznych świadków potwierdza, że były to celowe działania. Nieliczni, którzy przeżyli transport, zostali rozstrzelani, o czym świadczą liczne łuski rozsypane przy zwłokach.

W podobny sposób był przetransportowany do Szibarganu także “amerykański taliban” John Walker Lindh. Wiele wskazuje, że przedstawiciele armii amerykańskiej posiadali w owym czasie informacje o tych działaniach.

Rolę sprawczą w tych zdarzeniach, które miały wyraźny charakter odwetu na tle etnicznym, przypisuje się dowódcy sił uzbeckich Abdulowi Raszidowi Dostumowi. Nie po raz pierwszy padły na Abdula Raszida Dostuma oskarżenia o ludobójstwo. W maju 1997 roku na rozkaz Abdula Malika dokonano masowych egzekucji więźniów talibskich i pasztuńskich w Mazar-i Szarif po nieudanej próbie przejęcia kontroli nad miastem podjętej przez talibów, a akcję koordynował współpracownik Dostuma gen. Abdul Malik Pahlawan, członek partii Dostuma, Sojuszu Islamsko-Narodowego (Dżambisz-i-Milli-i-Islami), reprezentującego interesy Uzbeków i Turkmenów.

Amerykańskie wsparcie udzielone jesienią ubiegłego roku uzbeckiemu stronnictwu Dostuma Dżambisz-i-Milli-i-Islami, pomyślane było jako przeciwwaga dla rosnących w siłę Tadżyków. W rezultacie wciąż wybuchają walki między tadżyckimi oddziałami stronnictwa Dżamiat-i Islami (Stowarzyszenie Islamskie) pod dowódctwem gen. Atty Mohammada, który deklaruje lojalność względem władz centralnych, a separatystycznymi siłami Dostuma. Ta sytuacja powoduje, że w warunkach otwartego konfliktu niezmiernie trudno jest nie tylko przystąpić do odbudowy osad czy dróg, ale także nieść pomoc humanitarną.

Analiza podobnych przykładów poparcia udzielanego ad hoc lokalnym przywódcom pasztuńskim – co miało na celu szybkie zjednanie doraźnego sojusznika – wskazuje, że niektórzy obecnie sprawujący władzę gubernatorzy prowincji czerpią legitymizację swej władzy nie z tradycyjnych mechanizmów społecznych czy z centralnego ośrodka władzy w Kabulu, lecz z uprzedniego poparcia udzielonego siłom amerykańskim. Wzmacnia to autonomię władz lokalnych a osłabia jurysdykcję struktur rządowych, niezbędną w odbudowie kraju.

 

Jednocześnie na sile przybrały waśnie na tle etnicznym. Raporty organizacji humanitarnych (np. UNDP) czy organizacji zajmujących się prawami człowieka (np. Human Rights Watch) są alarmujące. W sytuacji próżni stworzonej brakiem obecności władzy centralnej na porządku dziennym są przypadki napadów rabunkowych, zagarniania mienia, wywłaszczania, bezzasadnego przetrzymywania w aresztach, zastraszania, różnorakich represji, wyłudzania pieniędzy, czy wreszcie przemocy na tle seksualnym ze strony lokalnych władz, niezależnych od Kabulu. Obiektem takich aktów przemocy stają się przede wszystkim przedstawiciele mniejszości etnicznych. Na północy są to Pasztunowie, którzy masowo emigrują na południe powiększając grupę uchodźców wewnętrznych. Często dochodzi do przymusowego wcielania do lokalnych oddziałów paramilitarnych, niezależnych od władz w Kabulu. Wg raportów Human Right Watch i innych organizacji niektóre obozy dla uchodźców wewnętrznych wokół Mazar-i-Szarif, w którym przebywają głównie Pasztunowie i Tadżycy, zostały zmilitaryzowane przez siły Raszida Dostuma; notuje się w nich regularne przypadki przymusowej pracy niewolniczej, a ofiarami zbiorowych gwałtów ze strony żołnierzy stają się kobietach i chłopcy zamieszkujący te obozy.

Ofiarami represji stają się także pracownicy pozarządowych organizacji humanitarnych: regularnie dochodzi do napadów na biura tych organizacji, a przypadki ostrzeliwania ich pojazdów zdarzają się coraz częściej. Pomimo podjętych środków ostrożności doszło także do zbiorowego gwałtu na pracownicy jednej z zagranicznych organizacji pozarządowych.

Mimo, że większość problemów afgańskich pozostała nierozwiązana, w tym roku powróciło do Afganistanu z zagranicy 2 miliony uchodźców. Wg danych Wysokiego komisarza ONZ ds. uchodźców (UNHCR) uwzględniających wyłącznie uchodźców korzystających z pakietu pomocy udzielanego przez UNHCR, do końca sierpnia z Pakistanu powróciło 1.465.000 uchodźców, z Iranu – 185.000, a z krajów Azji Środkowej (gł. Tadżykistanu) – 10.000. Rzeczywiste liczby są z pewnością wyższe. Znaczny ich odsetek trafia do dużych miast, przede wszystkim do Kabulu. Na te liczby nakłada się ok. 1 milion uchodźców wewnętrznych: uciekających przede wszystkim przed czystkami etnicznymi. Powracający częstokroć zmieniają swój status z uchodźcy na uchodźcę wewnętrznego. Na przedwczesny apel Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców do Afganistanu powróciło kilkaset tysięcy osób, których powrót do rodzinnych stron jest z wielu względów niemożliwy. Wciąż dramatyczna sytuacja humanitarna potęguje złożone problemy afgańskiej polityki.

 

W interesie społeczności międzynarodowej leży materialna odbudowa Afganistanu oraz demokratyczna transformacja społeczeństwa afgańskiego. Realizacja obydwu celów możliwa jest jedynie poprzez:

1) wzrost realnej zagranicznej pomocy finansowej dla Afganistanu,

2) tymczasowe rozszerzenie międzynarodowych sił wojskowych (International Security Assistance Force – ISAF), które nie tylko ochraniałyby strategiczne punkty o istotnym znaczeniu dla operacji amerykańskich w Afganistanie, ale realnie wspierałyby rządowe siły afgańskie w innych dużych ośrodkach miejskich oraz wzduż kluczowych szlaków komunikacyjnych,

3) wzmożenie kontaktów dyplomatycznych z władzami w Kabulu, co przyczynia się do wzrostu autorytetu władz centralnych i legitymizuje struktury rządowe na prowincji,

4) szerokie wspieranie pomocy humanitarnej, której celem powinno być – obok doraźnej pomocy – inspirowanie aktywności społecznej,

5) wspieranie inicjatyw gospodarczych (inwestycji) w Afganistanie przy bliskiej współpracy z (potencjalnymi) przedsiębiorcami w Afganistanie: dzięki temu ryzyko narażenia na szwank bezpieczeństwa osobistego inwestorów zagranicznych jest dużo mniejsze,

6) wspieranie projektów odbudowy infrastruktury, dróg, telekomunikacji itp., które byłyby finansowane ze środków zagranicznych przeznaczonych na odbudowę Afganistanu (w tym funduszy Konferencji w Tokio) – jest to realna możliwość dla polskiego przemysłu,

7) wspieranie inicjatyw edukacyjnych (m.in. budowa szkół), które krzewiłyby oświatę i świadomość społeczną, co przyczyniłoby się do budowy mechanizmów demokratycznych i wzrostu kompetencji (profesjonalizmu) nauczycieli, urzędników, biznesmenów itp.

8) Wszystkie powyższe działania powinny być realizowane z wyczuciem specyfiki kulturowej, bez projektowania europejskich wyobrażeń.

 

 

 

Referat wygłoszony podczas konferencji Konflikty zbrojne na początku XXI wieku, Elbląg, 9 października 2002 r.

Pierwotny tekst został opublikowany w miesięczniku 

nr 9/21, 2002, pp. 6-15:

http://www.sprawypolityczne.pl/archiwum.php?numer=24