Warszawa, 5 września 2001 r.

 [oryginalny tekst, bez skrótów]

 

Panislamizm.

Przesłanie równości i sprawiedliwości

Piotr Balcerowicz

 

W wypowiedziach analityków i przedstawicieli administracji amerykańskiej będących reakcją na bezprecedensowy atak terrorystyczny na Stany Zjednoczone, przewija się myśl, że ten akt terroru oznacza wypowiedzenie wojny Stanom Zjednoczonym i całemu cywilizowanemu światu. Ale czy rzeczywiście mamy tu do czynienia po pierwsze z wojną, a po drugie z jej wypowiedzeniem?

Wskazuje się - zapewne słusznie - na różnorakie islamskie organizacje terrorystyczne jako najbardziej prawdopodobnych sprawców, a najczęściej wspomina się postać Osamy bin Ladena, Saudyjczyka, uczestnika dżihadu skierowanego przeciwko wojskom radzieckim okupującym w latach osiemdziesiątych Afganistan, a obecnie ukrywający się w części Afganistanu zajętej przez talibów. Byłby to już jego kolejny wymierzony przeciwko Stanom Zjednoczonym atak terrorystyczny, z których najbardziej spektakularnym było wysadzenie w powietrze ambasad amerykańskich w Nairobi (Kenia) i Dar es Salaam (Tanzania) w 1998 r. Także ówczesne ataki zdumiewały precyzyjną synchronizacją i skalą: obie ambasady wyleciały w powietrze niemal jednocześnie, i pochłonęły niemalże 300 ofiar śmiertelnych i ponad pięć tysięcy rannych. Osama bin Laden przed rokiem ostrzegał, że doprowadzi do czegoś, czego Ameryka dotychczas nie widziała i sobie nie wyobrażała.

Bez względu na to, czy ten trop okaże się właściwy, bin Laden prezentuje pewien styl myślenia cechujący stosunkowo duże odłamy społeczeństw krajów muzułmańskich. Pominąwszy organizacyjną precyzję oraz fortunę, jaką Osama bin Laden dysponuje, nie jawi się on jako ktoś wyjątkowy, gdy zważy się jego wizję świata i dążenie do ustanowienia specyficznie pojmowanego porządku na świecie. W rzeczywistości realizuje on ideę panislamizmu, jaka zrodziła się w II poł. XIX wieku w wyniku ekspansji kolonialnej i zachodniej dominacji ekonomicznej. Kulturowe i ekonomiczne upokorzenie dawnych potęg cywilizacyjnych, takich jak imperium osmańskie, Egipt, Persja, Azja Środkowa (Chorezm, Samarkanda, Buchara) czy Indie, oraz gwałtowne obniżenie się poziomu życia w tych krajach, musiało wywołać nie tylko frustrację czy poczucie niesprawiedliwości dziejowej, ale także dążenie do aktywnej zmiany sytuacji.

Ze względu na uwarunkowania kulturowo-geograficzne takim dostarczycielem schematu wyjaśniającego stał się w sposób naturalny islam, lecz w formie szczególnej, zreformowanej. Jego proste przesłanie, łatwo zrozumiałe nie tylko dla teologów, ale także dla rzesz niewykształconych wyznawców, nakazywało poszukiwać przyczyn utraty niezawisłości państwowej, utraty godności czy wzrostu ubóstwa, w samych społeczeństwach muzułmańskich, które odeszły od pierwotnej nauki Koranu. Remedium miało być przemodelowanie zasad, na jakich opierało się państwo i społeczeństwo, a w konsekwencji powrót do pierwotnych zasad islamu. W rzeczywistości nie był to powrót do fundamentów w rozumieniu historycznym.

Idee fundamentalistyczne, które doprowadziły do stopniowego renesansu islamu w II poł. XIX w wprowadziły zupełnie nową jakość: koncepcję panislamizmu. Za jej twórcę uchodzi Dżamal ad-Din al-Afghani (1838-1897), z pochodzenia Pers, który swoją aktywność polityczną rozpoczął w Afganistanie (stąd jego przydomek), by następnie propagować idee rewolucji islamskiej, modernizacji gospodarczo-społecznej i zreformowania społeczeństwa w całym świecie islamskim. Elementem najbardziej charakterystycznym przesłania al-Afghaniego było zjednoczenie wszystkich wyznawców islamu na całym świecie, a co za tym idzie: objęcie ich wszystkich jedną strukturą państwową, rządzoną w sposób zcentralizowany przez kalifa, realizującego ideały religijne i dbającego o wypełnianie zasad islamu. Państwo panislamskie miało być strukturą ponadetniczną i ponadnarodową. To wspólnota wyznawców stawała się narodem, a czynniki etniczne czy “narodowe” w europejskim (a konkretnie Heglowskim) rozumieniu nie odgrywały istotnej roli.

Do zreformowania społeczeństwa i islamu nawoływano także w innych regionach, czego przykładem może być działalność w kolonialnych Indiach Sajjida Ahmada Chana (zm. 1898), zintensyfikowana pod wpływem zdławienia antybrytyjskiego powstania sipajów w 1857-58 r.

Idea panislamimu została dość szybko podchwycona przez różne środowiska, a islam w sposób silniejszy niż dotychczas stał się czynnikiem określającym przynależność narodową, co widać wyraźnie na przykładzie podziału Indii po uzyskaniu niepodległości w 1947 roku wg. kryteriów religijnych na obszar zdominowany przez muzułmanów (wówczas Pakistan Zachodni i Wschodni) i wyznawców hinduizmu (Indie).

Idea panislamizmu była czynnikiem konsolidującym nie tylko w walce o niepodległość (np. Algieria), ale ożywała ze wzmożoną siłą także w chwilach globalnego kryzysu ekonomicznego. W czasie kryzysu paliwowego lat 70-tych w wielu krajach islamskich zaczęto kolportować na szerszą skalę mapy ukazujące państwo panislamskie. Jednym kolorem (zielonym, jako kolorem islamu) zaznaczano obszar rozciągający się od Maroka, poprzez wybrzeże północnoafrykańskie (niekiedy także wybrzeże wschodnioafrykańskie), Bliski Wschód aż po Filipiny i Indonezję. Mapy takie można było zobaczyć także w latach 80-tych na ścianach domów Irańczyków i Irakijczyków, którzy - choć prowadzili ze sobą tragiczną i nierozstrzygniętą wojnę - to w szerszej perspektywie przyznawali się do idei islamskiej jedności ponad podziałami. Podobne mapy można zobaczyć także u Palestyńczyków, a nawet - przede wszystkim obecnie - w Indonezji, przeżywającej od trzech lat poważny kryzys gospodarczy i polityczny.

Łatwo dostrzec bezpośrednią zależność między pogorszeniem się warunków życia, nasileniem konfliktów wewnętrznych i utratą ludzkiej godności a odżywaniem ruchów fundamentalistycznych i idei panislamskiej. Religia staje się tu czynnikiem tłumaczącym szeregowemu wyznawcy nie tylko strukturę otaczającego świata, ale pomagającym znaleźć mu własne, bezpieczne miejsce w niezrozumianym i nie rozumiejącym go świecie, czynnikiem ukazującym wyznawcy właściwą perspektywę oceny i godnego postępowania.

Cechą islamu, którą przejął on ze swych monoteistycznych judeo-chrześcijańskich korzeni, jest głębokie poczucie posiadania jedynej prawdy. Ta właśnie cecha odróżnia islam choćby od buddyzmu czy hinduizmu, co może uniemożliwić osiągnięcie autentycznego kompromisu w sytuacjach konfliktowych o podłożu ideologicznym czy światopoglądowym. Trudno znaleźć wśród islamskich filozofów na przestrzeni dziejów takich myślicieli, którzy w pełni akceptowaliby odmienność światopoglądową czy wyznaniową. Do wyjątków należy zapewne największy myśliciel świata islamu al-Biruni (973-1048), związany pierwotnie z Chorezmem (Azja Środkowa), największym ośrodkiem akademickim ówczesnego świata. Al-Biruni siłą sprowadzony do Afganistanu przez Mahmuda z Ghazni uczył się m.in. języków indyjskich (sanskrytu), aby bez uprzedzeń móc poznawać obcą mu filozofią i religie indyjskie.

Islam zarazem ukazuje już w założeniu świat w sposób globalny, tj. jako układ homogeniczny, na która składa się nie tylko sfera wiary i przekonań, ale także organizacja społeczeństwa i struktura państwa. Podział na sferę “boską” i “cesarską” jest praktycznie nieobecny, gdyż to władca realizuje zalecenia boskie. Wyrazem takich powiązań między wiarą, obyczajowością i organizacją państwową jest choćby podatek (zakat), którego regularnie opłacanie należy do pięciu podstawowych obowiązków religijnych, obok wyznania wiary, modlitwy, postu i pielgrzymki (hadżdż). Obowiązek taki nakłada na wyznawcę sam Koran i prawo koraniczne, ale jest on jednocześnie wyrazem uznawania politycznej zwierzchności władcy (kalifa) i przynależności do społeczeństwa.

Dlatego też z perspektywy islamskich terrorystów trudno mówić o wyraźnym podziale na ludność cywilną i żołnierzy, gdyż ich status jest jednakowy z perspektywy tak pojmowanego państwa. W takim właśnie ujęciu można postrzegać ofiary cywilne poległe w zeszłotygodniowym mega-zamachu jako przedstawicieli wrogiego systemu - na takiej samej zasadzie, jak w czasie wojen krzyżowych uczestnicy wypraw nie byli wojskowymi z prawdziwego zdarzenia, lecz ludnością cywilną biorącą udział w pospolitym ruszeniu.

Cechą szczególną panislamizmu jest rozwijanie podobnych idei w różnych kontekstach kulturowych i ośrodkach geograficznych w sposób paralelny, choć niezależny od siebie. Dlatego też w szerszej perspektywie ruchy wyrosłe na gruncie panislamizmu - np. organizacje terrorystyczne - mogą z sobą współpracować realizując określone cele strategiczne.

Przykładem takiej współpracy są działania zbrojne prowadzone na terenie Afganistanu przez talibów, aktywnie wspieranych przez Pakistan, a jeszcze do niedawna mających finansowe wsparcie Amerykanów (sic!) czy aktywność Osama bin Ladena. Podczas sierpniowego 41. spotkania w Tbilisi, dowódcy sił zbrojnych Wspólnoty Niezależnych Państw oceniali, że dotychczas w ośrodkach szkoleniowych Osama bin Ladena przeszkolono 35 tysięcy gotowych na wszystko żołnieży, pochodzących nie tylko z Afganistanu, ale także z krajów arabskich, Czeczeni, Xinjiangu (wschodniej prowincji Chin, zamieszkałej przez muzułmańskich Ujgurów), Filipińczyków, a nawet Birmańczyków.

Talibowie i Osama bin Laden wspierają także opozycjonistów islamskich w państwach Azji Środkowej. Najbardziej znanym jest Uzbek Dżumanboj Chodżijew, zwany Dżuma Namangani, związany z miastem 250-tysięcznym miastem Namangan w Dolinie Fergany, we wschodnim Uzbekistanie. Dżuma Namangani od kilku lat podejmuje cyklicznie działania zbrojne w Uzbekistanie. W zeszłym roku jego oddziały dotarły 80 km od Taszkentu położonego tuż przy granicy z Kazachstanem, zamieniając Taszkent w miasto oblężone. Oznacza to, jego bojownicy zdołali się skutecznie przedrzeć przez całe terytorium Uzbekistanu od granicy afgańskiej. Ocenia się, że w tym roku jego oddziały wspiera ok. 4 tysięcy żołnierzy, w tym 300 Czeczeńców, którzy przeszli specjalne przeszkolenie w obozach finansowanych przez bin Ladena. W zamian Dżuma Namangani osobiście uczestniczył - wespół z częścią swoich oddziałów - w drugiej połowie lipca b.r. w największej od dwóch lat ofensywie zbrojnej podjętej przez talibów przeciwko siłom demokratycznej opozycji w północnowschodniej prowincji afgańskiej Tachar, a regularnie wspiera działania talibów w prowincji Balch.

Rokrocznie na początku sierpnia, kiedy śniegi w najwyższych przełęczach Pamiru na zachód od Piku Komunizma topnieją, z niedostępnej bazy położonej w Tadżykistanie przechodzą do okręgu Batkien w Kirgistanie bojownicy islamscy, aby po kilku tygodniach walk się wycofać ponownie w góry. Jest to ośrodek szkoleniowy wspomagany przez Osama bin Ladena.

W pierwszej połowie bieżącego roku w samym tylko Kirgistanie aresztowano niemalże stu ekstremistów - w większości powiązanych z Dżumą Namanganim i ośrodkami bin Ladena - prowadzących akcję agitacyjną na rzecz panislamskiego państwa i wzywających do zbrojnego wystąpienia przeciwko rządowi.

Na przestrzeni ostatnich kilku lat - jako element wojny domowej - znaczne tereny wschodniego i południowego Tadżykistanu były kontrolowane przez lokalnych dowódców, z których wielu odwoływało się do idei fundamentalistycznych. Jeszcze pod koniec lipca b.r. byłem świadkiem ostrzału wschodnich przedmieść Duszanbe przez oddziały podporządkowane Rachmonowi Sanginowi, pseudonim “Hitler”, który skutecznie kontrolował obszary między Duszanbe i Kuljabem w Tadżykistanie południowym i długie odcinki głównej drogi prowadzącej z Duszanbe do Pamiru (Chorog). Wspomina się, również on miał powiązania z terrorystami wywodzącymi się z Afganistanu, choć bezpośrednio był on zaangażowany w opozycyjną względem rządu walkę, będącą kontynuacją wojny domowej w latach 1992-1997, a nie w realizację planu panislamskiego. Dopiero 17 sierpnia b.r. tadżyckim wojskom rządowym udało się rozbić jego oddział, a jego samego wraz z sześćdziesięcioma innymi towarzyszami broni zabić.

Cel tych wszystkich akcji jest podobny: stopniowe rozszerzanie obszaru, na którym władza sprawowana jest wg zasad prawa koranicznego, interpretowanego dość szczególnie.

Dwadzieścia kilometrów od Kabulu wzdłuż równiny Szemali przebiega linia frontu afgańskiego. Przy dobrej widoczności na horyzoncie można dostrzec przedmieścia Kabulu. Naprzeciwko mnie stoją wojska talibów, którzy kontrolują ok. 90 procent powierzchni Afganistanu. Obok mnie znajdują się oddziały demokratycznej opozycji: mudżahedini, weterani wojny antyradzieckiej z lat osiemdziesiątych, nadal uznawani przez rządy państw zachodnich i ONZ, których charyzmatycznym przywódcą jest Ahmad Szach Masud, “Lew z Doliny Pańdżśiru” i symbol demokratycznego Afganistanu. Czterdzieści kilometrów od linii frontu już w samej dolinie Pańdżśiru znajduje się silnie strzeżone więzienie jenieckie, w którym trzymani są na wymianę najważniejsi talibowie pojmani podczas działań zbrojnych. Podczas wizyty w tym więzieniu na przełomie lipca i sierpnia miałem możliwość przeprowadzić wywiady z wojownikami szkolonymi bezpośrednio w obozach Osama bin Ladena. Zgodnie potwierdzali oni scenariusz eksportu rewolucji islamskiej. Wśród nich znajdowali się bojownicy z Arabii Saudyjskiej, Pakistanu, Bośni, Czeczenii i chińskiej prowincji Xinjiang zamieszkałej przez Ujgurów, a nawet z kraju tak odległego geograficznie i religijnie jak buddyjska (!) Birma. Większość z nich była szkolona w obozach bin Ladena po to, aby po okresie bezpośredniej praktyki w rzemiośle wojennym u boku Talibów na froncie powrócić do swoich krajów i tam wspierać ideę panislamską.

Najważniejszym jeńcem w tym więzieniu był pakistański mułła, przetrzymywany od ponad 6 miesięcy. Po roku 1992 uczestniczył on na terenie Pakistanu w zakładaniu medres (szkół islamskich), w których wykształcił się ruch talibów (“talib” oznacza “student prawa koranicznego”), by następnie w 1995 r. przybyć do Kabulu i zakładać fundamentalistyczną partię islamską, przygotowując grunt pod przejęcie stolicy Afganistanu przez siły talibów. W obszerny sposób przedstawił on ideę państwa panislamskiego, podkreślając, że ma ono stopniowo objąć cały Afganistan i Pakistan, a następnie rozszerzyć się na kraje środkowoazjatyckie i chiński Xinjiang. Jednocześnie państwo to powinno zbrojnie występować przeciwko Stanom Zjednoczonym i krajom NATO, które uważane są za źródło zła moralnego, niesprawiedliwości na świecie i nierówności ekonomicznej. Mułła ten podkreślał, że mimo militarnej przewagi Paktu Północnoatlantyckiego, islamiści mogą stosować niekonwencjonalne metody walki, takie jak wykorzystanie rejsowych samolotów pasażerskich jako zdalnie sterowanych rakiet. Jednym z celów strategicznych, w jakie miałby takie samoloty pasażerskie uderzyć, mógłby być np. Biały Dom i siedziba Pentagonu. Oznacza to, że plany ataków, jakich byliśmy świadkami w zeszłym tygodniu, były formułowane w otoczeniu talibów i Osamy bin Ladena co najmniej pod koniec ubiegłego roku, tj. w okresie, kiedy mój rozmówca przebywał jeszcze na wolności. Nie musi to rzecz jasna wskazywać na odpowiedzialnych bezpośrednio za te ataki terrorystyczne. Pokazuje przede wszystkim, że takie idee mogą się zrodzić w tego typu środowiskach fundamentalistycznych.

O tym, że działań zbrojnych na terenie Xinjiangu obawiają się władze chińskie, świadczyć może największa od lat demonstracja siły w Kaszgarze, starożytnym mieście w zachodnim Xinjiangu przy granicy z Kirgistanem, zamieszkiwanym przez Ujgurów, tradycyjnie wyznawców islamu. 11 sierpnia b.r. byłem tam świadkiem parady wojskowej, która na wiele godzin sparaliżowała miasto kawalkadą czołgów i wozów opancerzonych. Ujgurzy, sprowadzeni we własnym kraju przez Chińczyków do roli mniejszości narodowej - na wzór Tybetańczyków, od lat domagają się co najmniej autonomii, a w samej prowincji co jakiś czas wybuchają zamieszki. Idee islamskie przeniesione z Afganistanu mogłyby zostać z powodzeniem wykorzystane podczas ewentualnego powstania, a islamskie ruchy fundamentalistyczne mogłyby wykorzystać nastroje panujące wśród ludności ujgurskiej do przeprowadzenia rewolucji islamskiej.

Z kolei administracja krajów środkowoazjatyckich, takich jak Kirgistan, Uzbekistan, Turkmenistan czy Tadżykistan obawia się wzmożonej aktywności nieterrorystycznych ruchów fundamentalistycznych, przede wszystkim wahhabitów. Ruch ten odwołuje się do idei osiemnastowiecznego arabskiego teologa Muhammada Ibn Abd al-Wahhaba (1703-1792). Wzywał on do odnowienia podstaw państwa wedle wzorów najpierwotniejszego prawa koranicznego i do ścisłego przestrzegania zasad islamu. W dobie obecnej rozwój wahhabizmu w krajach Azji Centralnej jest intensywnie wspierany przez kraje arabskie, gł. przez Arabię Saudyjską. Dzięki tym funduszom powstają w Kirgistanie, Tadżykistanie czy Uzbekistanie szkoły podstawowe czy licea, finansowane są czasopisma i inne wydawnictwa islamskie, realizowana jest odbudowa meczetów, zniszczonych w okresie supremacji radzieckiej, itp. W obrębie ruchów wahhabickich formułowane są również koncepcje uzdrowienia państwa w duchu nauki islamu.

Tego typu aktywność przyciąga przede wszystkim rzesze młodzieży, która w ideologicznej próżni i ekonomicznej katastrofie, powstałej w wyniku rozpadu imperium radzieckiego, szuka ratunku. W sytuacji, kiedy tych krajach miesięczna pensja urzędnika czy nauczyciela wynosi ok. 30-40 złotych, a dotychczasowa infrastruktura - w tym służba zdrowia, sądownictwo, drogi, przemysł - uległa rozpadowi, a plaga bezrobocia w wielu rejonach wynosi ponad 90%, islam w różnych odcieniach stał się czynnikiem konsolidującym społeczeństwo, sposobem na zapewnienie - choćby iluzorycznego - bezpieczeństwa na ulicy i metodą na wyrobie w sobie wewnętrznego poczucia bezpieczeństwa i perspektyw na przyszłość. Te procesy - mające miejsce od dziesięciu lat na terenach Azji Środkowej - są klinicznym przypadkiem, na którym można obserwować zależności zachodzące między wzrostem popularności idei fundamentalistycznych a gwałtownym spadkiem poziomu życia mieszkańców, wzrostem poczucia niepewności i zagrożenia oraz świadomością, że bogate kraje uprzemysłowione odbierają elementarne poczucie godności, spychając mieszkańców w ich odczuciu w nędzę.

Jednocześnie rządy krajów środkowoazjatyckich posługują się nagminnie argumentem panislamskim w walce z polityczną opozycją, niesłusznie zarzucając jej aktywność fundamentalistyczną. Wyjątkowo wyraźne jest to w Uzbekistanie, Tadżykistanie i Turkmenistanie, krajach oskarżanych o łamanie praw człowieka, ograniczanie swobód obywatelskich i totalitarne zapędy postkomunistycznych władz.

Nie wolno zapominać o sprawie w tym kontekście najważniejszej: islam jest zjawiskiem niezwykle zróżnicowanym, a sama idea panislamizmu jest wątkiem marginalnym i skrajnym, który jednak nie znajduje zrozumienia u większości muzułmanów. Co więcej, u wielu muzułmanów panislamizm budzi nie tyko bezpośrednią niechęć, ale także uzasadnione obawy. Jednocześnie nie sposób wyobrazić sobie państwa wyznaniowego jednoczącego społeczności tak odmienne jak sunnici i szyici, czy szyicki odłam ismailitów, gdyż wszystkie te grupy rozmaicie interpretują fundamenty prawno-społeczne i naukę islamu. Zdecydowana większość obywateli państw środkowoazjatykich czy największego kraju muzułmańskiego na świecie, Indonezji, kategorycznie odrzuca perspektywę utworzenia państwa wyznaniowego. Nawet w kraju tak tradycyjnym jak Afganistan, ludność zdecydowanie odrzuca fanatyczne zasady wprowadzane sukcesywnie i brutalnie przez talibów, uciekając w popłochu na tereny kontrolowane przez oddziały Masuda, czy całkowicie opuszczając Afganistan. Jest to jeden z głównych czynników - obok ponadtrzyletniej suszy i klęski głodu oraz trzęsień ziemi - które są odpowiedzialne za fakt, że ponad połowa wszystkich uchodźców na świecie (wliczając tu uchodźców wewnętrznych, tzw. IDPs = “internally displaced people”) to Afgańczycy.

W trakcie wywiadów udzielonych mi przez Ahmada Szacha Masuda i profesora Burhanuddina Rabbaniego, prezydenta Afganistanu, ongiś wykładowcę prawa koranicznego na Uniwersytecie Kabulskim aż do inwazji talibów, obaj rozmówcy podkreślali, że przyszłe państwo afgańskie, całkowicie wolne od plagi fundamentalistycznych talibów, powinno się przede wszystkim kierować zasadami demokracji. “Pragniemy utworzyć Afganistan wolny, w który każdy człowiek - czy to kobieta, czy mężczyzna - będzie się czuć szczęśliwie. Państwo w którym każdy obywatel będzie mógł znaleźć dla siebie miejsce, mając poczucie, że jego interesy reprezentowane są w sposób sprawiedliwy. Państwo, w którym władzę sprawuje rząd wybrany w sposób demokratyczny w wolnych i niezależnych wyborach,” mówił Masud przed miesiącem.

Takie kraje jak Iran czy Afganistan znają okresy wolne od dominacji prawa islamskiego. Wystarczy przyjrzeć się archiwalnym zdjęciom z Teheranu czy Kabulu końca lat sześćdziesiątych i początku siedemdziesiątych. Widzimy na nich kobiety z wyraźnym makijażem, w spódniczkach mini. To, że te kraje utraciły podstawowe swobody obywatelskie na rzecz skrajnych ideologii było wynikiem nieodpowiedzialnej polityki gospodarczo-społecznej monarchów, w wyniku czego idea rewolucji (odpowiednio islamskiej i komunistycznej) znalazła stosowną pożywkę.

Jedynie fanatyczna mniejszość gotowych na wszystko bojowników daje światu znać o swoim istnieniu i o swej wizji sprawiedliwego w ich rozumieniu układu na świecie. Zazwyczaj u podłoża tych działań leży desperacja i bezsilność w obliczu tragicznego losu i własnej nędzy. Trudno się dziwić desperacji ludzi, których los zmusza - czego byłem sam świadkiem w Afganistanie - do gotowania trawy: choć nie zawiera ona składników odżywczych, to zapełnia na kilka godzin żołądek i daje iluzoryczne poczucie sytości. Z perspektywy przerażającej nędzy kraje takie jak Polska jawią się wyspą dobrobytu i ziemią obiecaną.

Tak jak powiązania finansowe w epoce globalizacji nie znają granic i stały się rozległym organizmem ponadpaństwowym, podobnie terroryzm przestał być udziałem partyzantek narodowych walczących z konkretnym obcym okupantem, a zamienił się w tkankę przenikającą liczne organizmy państwowe, dążąc do realizacji celów ideologicznych.

Na ile racjonalnie można zatem podchodzić do zapowiedzi przedstawicieli Pentagonu i NATO, że kontratakiem odpowiedzą na tragiczne wydarzenia z ubiegłego tygodnia?

Obserwacja zjawisk społecznych w krajach trzeciego świata wskazuje, że w rzeczywistości do tych tragicznych wydarzeń stopniowo doprowadził postkolonialny układ ekonomiczno-gospodarczy, który jest postrzegany w wielu regionach jako układ niesprawiedliwy i nieuzasadniony jakimikolwiek argumentami, poza ekonomicznymi. Myślenie kategoriami ekonomicznymi nie może być jedyną, a tym bardziej jedyną słuszną aksjologią. To jedynie krótkowzroczność, nieuwzględnianie czynników humanitarnych i nieznajomość specyfiki kulturowej uniemożliwiała dostrzeżenie pogłębiającej się przepaści między ekonomicznymi biegunami na świecie, jako zapowiedzi nadciągającej katastrofy.

Fizyczne wyeliminowanie pojedynczych grup terrorystycznych nie zagwarantuje, że na ich miejsce nie powstaną nowe. Realnym sposobem na rozwiązanie problemu globalnej przestępczości terrorystycznej nie wydaje się przeprowadzanie ataków na kraje wspierające terroryzm, na kraje, których ludność nie musi się utożsamiać z ideami swoich przywódców, lecz taka zmiana globalnych mechanizmów ekonomicznych, ażeby zdecydowana większość mieszkańców ziemi żyjących poza europejską i amerykańską wyspą dobrobytu miała poczucie, że czasy, kiedy egzystencja w rozpaczliwej nędzy odbierająca im resztki godności, stopniowo przechodzą do przeszłości. Islam wszak głosi równość ludzi.

 

 

 

Pierwotny tekst został opublikowany w tygodniku

nr 39, 29.09.2001, pp. 36-39 jako “Allah ponad narodami”:

http://polityka.onet.pl/162,1064651,1,0,2317-2001-39,artykul.html