Warszawa, 28.04.2002

 [pełen tekst, bez skrótów]

 

Odkrywanie siebie, odkrywanie czytelnika

Piotr Balcerowicz

 

Recenzja:

Edward W. Said: Za ostatnim niebem. Palestyńczycy. Przekł. Michał Lipszyc, Fundacja Aletheia, Warszawa 2002.

 

Nie jest to książka obiektywna, czego sam autor nie stara się nawet ukryć. Z pewnością nie jest obiektywna w sensie dążenia do zachowania dystansu i braku zaangażowania w opisywany świat. Przeciwnie.

Jest to książka przeżyta, i to przeżyta w co najmniej trzech różnych znaczeniach. Przeżyta jako relacja człowieka, który przetrwał: który urodził się w Jerozolimie pod koniec 1935 roku w rodzinie chrześcijan-maronitów, by wyemigrować w 1948 roku, w chwili, gdy po niemal dziewiętnastu wiekach niebytu powstawało nowe państwo Izrael; człowieka, który jest świadom, że wyjeżdżając uniknął sytuacji realnego zagrożenia własnej godności i życia - co stało się udziałem wielu Palestyńczyków. Jest to książka przeżyta również w sensie bezpośrednich doznań i naocznej obserwacji świadka zdarzeń, czy to w okresie jego dzieciństwa, czy później, gdy autor regularnie starał się powracać na Bliski Wschód. Ale także jest to narracja przeżyta w bezpośrednim uczuciowym zaangażowaniu, przed którym autor nie tylko nie stara się uciec, ale któremu świadomie się poddaje. Owo emocjonalne utożsamienie się z przeżywanym światem staje się kluczem do zrozumienia oglądanego lub wspominanego świata, a w kolaż doznań, wspomnień i przemyśleń wplecione zostają konkretne daty, miejsca i historyczne zdarzenia. Ale przede wszystkim ludzie. To oni są bohaterami narracji.

Przeżycie narracji spotęgowane jest odradzaniem się wspomnień, odświeżaniem przeżyć i narastaniem refleksji w konfrontacji ze zdjęciami szwajcarskiego niezależnego fotografika Jeana Mohra. Tak samo, jak oglądając album z własnoręcznie wykonanymi zdjęciami, powraca się w doskonale sobie znane miejsca i odkrywa je wciąż na nowo. Zupełnie tak samo, jak wówczas, gdy przypatruje się obrazom utrwalonym nie swoją kamerą, aż w pewnym momencie perspektywa twórcy zdjęć staje się naszą własną. Tekst Edwarda W. Saida staje się swego rodzaju komentarzem do obrazów utrwalonych w pamięci własnej i fotograficznej Jeana Mohra.

Intencją Saida i Mohra “było pokazanie Palestyńczyków w oczach Palestyńczyków” (str. 6) i choć autorem materiału zdjęciowego jest Szwajcar, to - jak wyznaje Said - “zobaczył nas tak jak nikt inny do tej pory”. Konsekwencją zaangażowanego przeżycia Mohra było to, że “czuliśmy też, że zobaczył nas tak, jak my sami byśmy się zobaczyli” (str. 6).

Owo wielopłaszczyznowe przeżycie jest jednym z podstawowych walorów książki.

Książka nie jest bynajmniej “obiektywną” historią Palestyńczyków, rozpatrywaną z zewnątrz jako gra geopolitycznych uwarunkowań i splot czynników ekonomiczno-wojskowych. Nie jest też antropologiczną analizą obyczajowości i prezentacją dorobku kulturowego Palestyńczyków, swego rodzaju utrwalaniem - czy mumifikacją - zjawisk kulturowych, tętniących życiem, w duchu obiektywizmu.

Czym wobec tego jest tekst Saida?! Jak powiada sam autor, “jest to osobista wizja Palestyńczyków jako rozproszonej społeczności narodowej - aktywnej, żywotnej, dumnej, łagodnej, nieszczęśliwej, wesołej, nieposkromionej, ironicznej, maniakalnej, defensywnej, asertywnej, atrakcyjnej, nieodpartej”. W tym ujęciu zaskakuje skomasowanie określeń o silnym zabarwieniu emocjonalnym: statyczne przedstawienie rzeczywistości mogłoby zatrzeć jej dynamiczny charakter. To wyrazem żywiołowości, nadziei i frustracji opisywanej kultury i świata jest świadomie przyjęta przez Saida hybrydyczna forma eseju.

Nie jest to więc książka obiektywna w sposób całkowicie zamierzony. Said konsekwentnie stosuje się do zasady, jaką wyraźnie sformułował jeszcze w 1978 roku w jednej ze swych najgłośniejszych książek pt. Orientalizm: “badanie człowieka w społeczeństwie oparte jest na konkretnej ludzkiej historii i doświadczeniu, a nie na profesorskich abstrakcjach czy na niejasnych prawach i wymyślonych systemach”[1]. Wprowadza czytelnika i widza w świat wewnętrznej perspektywy Palestyńczyka, ale także w zewnętrzny świat go otaczający: ujmowany palestyńskimi oczyma. Czy z tego - pozornego! - brak obiektywizmu należy czynić zarzut? Dla Saida utożsamianie się z opisywanymi i przeżywanymi zdarzeniami staje się kluczem do ich pełniejszego zrozumienia. Przed laty Said pytał retorycznie, “czy może być dla uczonego ważniejsza norma niż ludzka wolność i wiedza?”[2]. Nagięcie analizy do doświadczenia i tym samym wkomponowanie przeżycia w siatkę pojęciową badacza jako jej integralny element o silnych walorach heurystycznych jest dla niego elementem niezbędnym w poznawaniu świata.

Edward W. Said jest badaczem zaangażowanym w otaczający go świat, a swoimi słowami chce go przetwarzać. Przetwarzać, nie znaczy bynajmniej fałszować jego obrazu.

Narrator dąży do zmiany świata dając czytelnikowi książkę, z której wyłania się obraz pełnoprawnego narodu palestyńskiego, z własną odrębną tożsamością kulturową i historyczną. Ma to znaczenie podwójne. Po pierwsze to autoindentyfikacja określonej grupy jest jednym z istotnych czynników wyodrębniających tę grupę jako naród - nawet jeśli “obiektywnie” rzecz biorąc historia tego narodu w oczach historyka, jego kultura w oczach antropologa i jego język w uchu filologa, tak bardzo by się splatały z otaczającym światem, że nie mogłoby być “obiektywnych” podstaw do wyodrębniania tej grupy jako pełnoprawnego narodu. Przykład Austrii czy Szwajcarii może być tego dobitnym przykładem na gruncie europejskim. Edward W. Said daje wyraz własnemu samookreśleniu się Palestyńczyków jako odrębnej grupy narodowościowej, choć ich wzory kulturowe, język i historia nierozerwalnie wpisują ich w continuum arabskie i - szerzej - semickie. Po drugie Said ukazuje człowiekowi z zewnątrz, że Palestyńczycy nie stanowią odrębnego narodu tylko dlatego, że sami postrzegają własną odrębność: “my również patrzymy na swoich obserwatorów” (s. 166).

Z tych też względów dążenie Palestyńczyków do wolności - drugiej z dwóch podstawowych norm dla uczonego, obok wiedzy - jest czymś naturalnym. Ujmując to w kategoriach narzuconych światu przez amerykańską perspektywę walki ze zjawiskiem międzynarodowego terroryzmu, nie możemy w tym wypadku mówić o palestyńskim terrorze, lecz o ruchu oporu - realizowanym dostępnymi metodami przez naród na swej własnej ziemi. Na własnej ziemi, do której Palestyńczycy nie mają praw w sensie dosłownym, a Izrael zarządzający okupowanymi terenami konsekwentnie od 1948 roku nie wydaje zezwoleń budowę, więc “każda palestyńska struktura przedstawia się jako potencjalna ruina” (s. 38), która od czasu do czasu bywa wyburzana. Na własnej ziemi, na której “nieposiadanie zezwolenia na zasadzenie nowego warzywa - na przykład bakłażana - albo drzewa owocowego grozi zniszczeniem drzewa lub warzywa i rokiem więzienia”. Na własnej ziemi, choć administrowanej przez Izrael, w którym Palestyńczycy mogą jedynie “przebywać jako obcy rezydenci”. Na własnej ziemi, której płody sprzedawane są pod innym szyldem, co musi prowadzić do goryczy, “kiedy (…) widzę w Paryżu czy Londynie te same pomarańcze z Jafy czy warzywa za Gazy uprawiane w bajarat («sadzie») i na polach mojej młodości” (s. 28). Na własnej ziemi, na której Palestyńczycy nie mają także  prawa do posiadania obywatelstwa, a tym samym żadnych praw obywatelskich. Ale także - jako uchodźcy - poza własną ziemią, którą musieli opuścić po 1948 roku w wyniku działań wojennych, a która została niezwłocznie przejęta jako ziemia “bezpańska” na mocy tzw. Ustawy o przejęciu ziemi bez właściciela (Absentee Act, 1950 rok). Mimo to uchodźcy przechowują jak relikwie akty własności w nadziei, że okażą utorują im drogę do powrotu.

Zważywszy na powszechność niezadowolenia w społeczeństwie w takiej sytuacji, ujmowanie oporu stawianego przez Palestyńczyków - a podejmowanego w imię własnej godności i praw - wyłącznie w kategoriach działań terrorystycznych zmuszałoby do uznania absurdalnej tezy, że “każdy złapany Palestyńczyk jest terrorystą - wściekłym «terrorystą»” (s. 66).

Zaangażowanie w świat staje się dla Saida konsekwencją procesu poznawczego, który siłą rzeczy wiąże się z postawą krytyczną wobec obserwowanych zjawisk. Perspektywa Edwarda W. Saida nie zmieniła się do dnia dzisiejszego, choć od napisania Za ostatnim niebem. Palestyńczycy upłynęło wiele lat. Jesienią ubiegłego roku – zaniepokojony licznymi przypadkami inwigilacji i zastraszania przedstawicieli środowiska akademickiego, którzy odważyli się publicznie krytykować obecną politykę Waszyngtonu i militarne zaangażowanie w Afganistanie po 11 września, co było inspirowane przez władze USA – Edward W. Said stał jednym z sygnatariuszy otwartego listu protestacyjnego, do którego przyłączył się także niżej podpisany, a w którym można było m.in. przeczytać: “Ataki na wykładowców, którzy kwestionują lub wprost krytykują wojenną politykę prowadzoną obecnie przez administrację Busha, zbiegają się z innymi niebezpiecznymi incydentami. Na instytuty naukowe i uniwersytety przedstawiciele władz federalnych wywierają presję, aby uczelnie przekazywały im poufne informacje na temat studentów, pochodzące z uniwersyteckich akt. Kongres planuje ponadto ograniczenie możliwości uzyskania wiz przez studentów z zagranicy”. Łatwo można by usiłować zrzucić krytyczną ocenę ze strony Edwarda W. Saida na karb jego krytycznej postawy względem władz amerykańskich, uwarunkowanej jego zaangażowaniem w relacje palestyńsko-izraelskie, gdyż sam powiada: “Dopóki, dopóty Izrael będzie związany ze Stanami Zjednoczonymi tak licznymi więzami jak obecnie, oficjalna Ameryka pozostanie naszym wrogiem” (s. 134). Taka ocena byłaby jednak niesprawiedliwym uproszczeniem. Tym bardziej, że za prowokującymi stwierdzeniami nie kryją się bynajmniej akcenty antyizraelskie, a jedynie zaangażowane przekonanie, że Palestyńczycy mają prawo do godnej egzystencji tak samo jak Izraelczycy.

Tego typu angażowanie się badacza w otaczający go świat jest nie tylko zrozumiałe, ale staje się imperatywem. W takim samym stopniu, w jakim było choćby dla Bertranda Russella, filozofa i logika, autora dzieła Principia Mathematica, który jednocześnie podejmował działania na rzecz pokoju i rozbrojenia, za co regularnie był umieszczany przez władze brytyjskie w więzieniu.

Brak emocjonalnego dystansu i przeżycie stają się motywem do podejmowania działań na rzecz wolności, podstawowego warunku wiedzy i poznania. Książka Saida bez wątpienia skierowana jest także do samych Palestyńczyków. Jest emocjonalnym zapisem palestyńskiej historii dla Palestyńczyków, “ponieważ nasza historia jest czymś zakazanym” (s. 20), ale zarazem wypowiedzeniem tego, o czym “każdy z nas mówi[:] o auda, «powrocie»” (s. 33). I choć palestyńscy uchodźcy mają na myśli dosłowny powrót we własne rodzinne strony, to Edward W. Said nadaje temu pojęciu dodatkowe istotne znaczenie: “musimy zwrócić siebie samym sobie”.

Wątek wygnania nieustannie przewija się przez karty jego książki. Trudno się temu dziwić, gdyż status uchodźcy czy wygnańca jest bolesną raną. Said relacjonuje spotkanie ze starszym człowiekiem, wspominającym swe dawne życie w Palestynie: “Kiedy spytałem go, jak się to skończyło, jak stał się uchodźcą, nagle zamilkł. Potem podniósł się i wyszedł”. To doświadczenie jest niewątpliwie znane z autopsji Saidowi. Ale także samym Żydom zmuszonym do życia w diasporze przez niemalże dwa tysiące lat. Ileż to razu w ciągu kilkunastu lat moi palestyńscy przyjaciele - dawni koledzy ze studiów w Indiach - zmieniali miejsce pobytu. Co kilka miesięcy nanosiłem w swoim notesie ich nowe adresy, “ich” nowe kraje. Aż w końcu po tylu latach zagubiliśmy własny trop i nawet nie wiem, czy jeszcze żyją. A jest to jedynie namiastka palestyńskiej codzienności.

Dzięki narracyjnemu wielogłosowi - wewnętrznemu dialogowi, rozmowie Edwarda W. Saida z bliskimi, wezwaniu do Palestyńczyków, świadomym przekazie skierowanym do człowieka “z zewnątrz” i odkrywaniu czytelnika - czytelnik zaczyna dużo lepiej pojmować uwarunkowania społeczne, kulturowe i polityczne na Bliskim Wschodzie. W rezultacie dużo trudniej dokonuje uproszczeń śledząc relacje docierające z Palestyny, a Bliski Wschód staje się faktycznie bliższy.


 

[1] Edward W. Said: Orientalizm. Przekł. Witold Kalinowski, PIW, Warszawa 1991, s. 467.

[2] Edward W. Said: Orientalizm. Przekł. Witold Kalinowski, PIW, Warszawa 1991, s. 467.

 

 

 

Recenzja ukazała się w dwumiesięczniku RES PUBLICA NOVA w 2002 r. Przedruk: http://viva.palestyna.pl/news/felieton.php?news=felietony/000289.info