Fajzabad, 5.08.2001

 [pełen tekst, bez skrótów]

 

 

Burhanuddin Rabbani

prezydent Islamskiego Państwa Afganistanu w latach 1992–2001

Fajzabad, Afganistan, 5 sierpnia 2001

rozmawiał

Piotr Balcerowicz

 

Piotr Balcerowicz: Kiedy wczoraj spotkaliśmy się po raz pierwszy, prowadził Pan w pobliskim meczecie wykład poświęcony prawu szariatu i zagadnieniom teologicznym. Przez wiele lat był Pan profesorem na Wydziale Prawa Islamskiego Uniwersytetu w Kabulu, gdzie specjalizował się Pan właśnie w szariacie. Czy działalność akademicka pomaga teraz Panu w aktywności politycznej i piastowaniu najwyższego urzędu w Islamskim Państwie Afganistanu?

Burhanuddin Rabbani: Początki mojego zaangażowania politycznego wiążą się ze studiami na muzułmańskim Uniwersytecie al-Azhar w Kairze [w latach 1967-1968]. Był to bardzo gorący okres w Egipcie [m.in. agresja Izraela w czerwcu 1967 roku], czas zażartych dyskusji prowadzonych na uniwersytecie al-Azhar na temat podstaw państwa i roli islamu, zmian wprowadzanych przez Gamala Abdel Nasera itp. Wówczas przysłuchiwałem się tym dyskusjom i byłem raczej obserwatorem. Gdy wróciłem do Afganistanu, moje zaangażowanie polityczne tylko się wzmogło. Faktyczne początki mojej walki politycznej (dżihadi), tak jak większości innych działaczy politycznych zaangażowanych w walkę (dżihad), wiążą się jednak z Uniwersytetem Kabulskim. Właściwie dopiero kiedy [w 1968 roku] zacząłem prowadzić tam wykłady, polityka mnie pochłonęła. Po przymusowej emigracji do Pakistanu [w 1974 roku] i po inwazji Armii Czerwonej na Afganistan [w grudniu 1979 roku], razem z przyjaciółmi podjęliśmy także działalność edukacyjno-kulturalną na naszych terenach [w Afganistanie północnym]. Założyliśmy w tym celu m.in. centrum edukacyjne, swego rodzaju uczelnię, której celem było kształcenie młodzieży, kultywowanie naszej tradycji, dbałość o kulturę i promowanie działalności społecznej. W skład tej uczelni wchodził także osobny wydział polityczny i policyjny. Niezależnie od niej założyliśmy Centrum Proroka, którego celem było nauczanie różnych przedmiotów, takich jak historia, religia, kultura itp. Ponadto dążyliśmy do rozwoju powszechnego systemu kształcenia na naszych terenach.

PB: Czy uważa się Pan za Tadżyka czy Afgańczyka?

Burhanuddin Rabbani: Nasza naród i sytuacja wymaga, żeby każdy, kto angażuje się w sprawy wojskowe czy społeczne, cywilne, odsunął na bok własne poczucie odmienności etnicznej i pracował na rzecz jednego narodu afgańskiego, na rzecz wspólnego państwa wszystkich Afgańczyków. Dlatego nie zgadzamy się, ażeby różnice między grupami etnicznymi odgrywały jakąkolwiek rolę. Sam jestem wprawdzie Tadżykiem, ale pragnę pracować jako Afgańczyk na rzecz wszystkich Afgańczyków.

PB: Liczni obserwatorzy zauważają, że wojna domowa w Afganistanie przypomina swoim charakterem wojnę etniczną. Jak by się Pan ustosunkował do tego stwierdzenia?

Burhanuddin Rabbani: Kategorycznie nie zgadzam się z opinią, jakoby obecny konflikt, obejmujący różne grupy w Afganistanie, przebiegał wedle podziałów etnicznych. Walki te rozgorzały za sprawą obcej interwencji i w wyniku zagranicznego spisku. Ci obcokrajowcy wykorzystują do swoich celów poszczególne grupy etniczne i próbują na różne sposoby spolaryzować nasz naród. Talibowie doszli do władzy w wyniku takiego właśnie międzynarodowego spisku, a także dzięki temu, że zaczęli posługiwać się pojęciem etniczności i wykorzystywać różnice etniczne w walce. Gdy po pierwszych wyborach w Islamskim Państwie Afganistanu powstał rząd, Pasztunowie mieli zagwarantowany udział we władzach państwowych w nie mniejszym stopniu niż inne grupy etniczne. Pasztunowie odegrali także dużą rolę w samych wyborach.

PB: Jak by Pan wobec tego wytłumaczył fakt, że talibowie są wspierani przede wszystkim przez Pasztunów, podczas gdy po stronie Sojuszu Północnego większość stanowią Tadżycy?

Burhanuddin Rabbani: Dzieje się tak dlatego, że w przeszłości pasztuńska część populacji Pakistanu domagała się przyłączenia do Afganistanu. Jednocześnie w prowincjach graniczących z Pakistanem mieszkają Pasztunowie. Popierając talibów, władze Pakistanu pragną przezwyciężyć poczucie więzi etnicznej grup pasztuńskich w pasie granicznym, żeby nie groziło to już rozpadem Pakistanu. Do tego liczebność Pasztunów w Pakistanie bardzo wzrosła wraz z napływem fali uchodźców z Afganistanu. Uchodźcy to przede wszystkim Pasztunowie. Większość z nich chce powrócić do Afganistanu, a Pakistan - za pośrednictwem talibów - wykorzystuje to i kieruje ich przeciwko nam. Pasztunowie chętnie na to przystają, gdyż mają poczucie, że w samym Pakistanie nie mają możliwości wywierania wpływu na politykę. Obecnie jednak talibowie przestali realizować etniczne potrzeby Pasztunów, a sami Pasztunowie nie są usatysfakcjonowani rozwojem sytuacji i rolą talibów w Afganistanie. Do tego wśród talibów mamy grupy ekstremistów i faszystów, którzy nie zawahają się nawet przez moment, żeby pchnąć przeciwko sobie afgańskie grupy etniczne. Jak widać, Pasztunowie stali się zakładnikami Pakistanu, a instrumentem sprawowania kontroli są tu talibowie. W rezultacie Pasztunowie nie mają wyboru i są na usługach talibów.

PB: Jakie czynniki były odpowiedzialne za wybuch wojny domowej w Afganistanie w 1992 roku?

Burhanuddin Rabbani: Podstawową przyczyną wojny była obca interwencja. Jest to niezaprzeczalne. Ale oprócz obcej ingerencji można by jeszcze wymienić inne czynniki, takie jak zadawnione nieporozumienia między różnymi frakcjami, ogólny brak stabilizacji w kraju, a może przede wszystkim brak doświadczenia politycznego u polityków i przywódców w Afganistanie. Ponadto niektóre grupy etniczne czy plemienne dążyły do realizacji własnych celów kosztem innych plemion, co było nie do zaakceptowania.

PB: Przed rokiem zarówno Pan, jak i Ahmed Szah Masud podjęliście kolejną próbę znalezienia kompromisu z talibami. Nie powiodła się ona jednak. Czy sądzi Pan, że jakikolwiek kompromis z talibami w przyszłości jest w ogóle możliwy?

Burhanuddin Rabbani: Wielokrotnie usiłowaliśmy porozumieć się z talibami, żeby zakończyć walki i rozpocząć odbudowę kraju, choć przyznam, że niezwykle trudno jest nawiązać z nimi kontakt i dyskutować możliwości porozumienia pokojowego. Mimo to będziemy próbowali różnymi sposobami, gdyż od tego zależy zakończenie wojny.

PB: Jakie byłyby wasze warunki kompromisu z talibami, skoro tak bardzo ich wizja państwa i ideologia różni się od waszej?

Burhanuddin Rabbani: Po pierwsze - proponujemy bezwarunkowe zawieszenie działań wojennych, po drugie - sporządzenie projektu rady konstytucyjnej, która przygotowałaby projekt konstytucji i zasady przeprowadzenia wyborów. W taki sposób dążenia obywateli znalazłyby w przyszłości wyraz w układzie politycznym i parlamencie. To jest program minimum. W przewidywalnej przyszłości rzeczą niemożliwą jest jakikolwiek kompromis z talibami w sferze ideologii, w kwestii interpretacji islamu, prawa islamskiego itp. A to z tej racji, że ich wizja bardzo odbiega od założeń islamu. Zatem najważniejszą sprawą jest w tej sytuacji pokojowe stworzenie warunków do późniejszych rzeczowych mediacji w sprawach ideologicznych, ustrojowych. Na początek trzeba zakończyć wojnę, lecz w sposób rozsądny.

PB: Czy w Pana oczach talibowie to dobrzy muzułmanie?

Burhanuddin Rabbani: Nie ulega wątpliwości, że talibowie są muzułmanami. Niestety ich znajomość islamu jest nikła. Większość ich haseł, stwierdzeń i działań znacznie się różni od tego, co głosi islam.

PB: Uchodzi Pan w Afganistanie za autorytet w dziedzinie prawa koranicznego i teologii. Co jest zatem pańskim zdaniem niewłaściwego w działaniach talibów z punktu widzenia islamu?

Burhanuddin Rabbani: Ogólnie talibańska wizja islamu jest całkowicie błędna. Szczególnie wyraźne jest to, gdy pomyślimy o prawach kobiet, edukacji, systemie politycznym, zarządzaniu państwem i ekonomii. Ale ich błędna ocena dotyczy także innych dziedzin.

PB: Czy mógłby Pan to nieco przybliżyć?

Burhanuddin Rabbani: Jeśli chodzi o zarządzanie państwem i politykę, talibowie chcą sprawować władzę przy użyciu siły. Ale prawo islamskie powiada, że ludzie mają prawo do wyrażania swojej woli i poglądów na różne sposoby, przede wszystkim na forum rady samorządowej (szura) albo oddając swój głos w wyborach. Co więcej, islam ludzi do tego zachęca!

Talibowie zamknęli kobietom dostęp do edukacji. A przecież islam powiada, że kobiety mają takie samo prawo co nauki, co mężczyźni. Talibowie nie wykazują poszanowania dla ludzkiej godności, a jest to jedna z rzeczy, które islam nakazuje. Talibowie odizolowali się od własnego społeczeństwa i zerwali kontakty ze społecznością międzynarodową. Islam wyraźnie nakazuje utrzymywanie dobrych stosunków ze wszystkimi, a przede wszystkim z sąsiadami. Talibowie doprowadzili do powstania na swoim terytorium baz terrorystycznych, które sami wspomagają. Czerpią korzyści z produkcji narkotyków, z ich przemytu i handlu. Ich celem jest rozprzestrzenianie tych dwóch rzeczy na inne kraje. A przecież islam nie tylko nie popiera terroryzmu i narkotyków, ale je ostro potępia.

Talibowie przykładają wagę do rzeczy nieistotnych i nieprzydatnych, a często i szkodliwych. W rezultacie zapomnieli o sprawach kluczowych, o zaspokojeniu podstawowych potrzeb ludności. Od początku powinni byli działać na rzecz tego, żeby obywatele mieli zagwarantowane podstawowe prawa, powinni wprowadzić system prawny, utworzyć i rozwijać rady samorządowe (szura). Powinni przyczyniać się do rozwoju gospodarczego, likwidacji analfabetyzmu i podniesienia wykształcenia, do wprowadzenia opieki zdrowotnej i walki z podstawowymi chorobami. Tego potrzebuje kraj! Zamiast tego zajęli się kwestią ubioru i innymi błahostkami.

PB: Jaki byłby Pana zdaniem najwłaściwszy system polityczny dla Afganistanu? Republika islamska? Emirat? Może świeckie państwo na wzór turecki?

Burhanuddin Rabbani: Jestem przekonany, że najbardziej odpowiednim ustrojem dla Afganistanu jest republika, która opiera się jednakże na zasadach prawa koranicznego (szariatu).

PB: Czy w takiej republice parlament powinien być obieralny?

Burhanuddin Rabbani: Jak najbardziej.

PB: A co z urzędem prezydenta? Czy prezydent powinien być wybierany w wyborach powszechnych, czy przez parlament, a może przez Radę Najwyższą (Loja Dżirga), reprezentującą różne grupy polityczne i plemienne, tak jak było w Pana przypadku?

Burhanuddin Rabbani: Z punktu widzenia prawa islamskiego rzeczą niezmiernie ważną jest, żeby dokonując wyboru władz politycznych zagwarantować, aby to sami ludzie mieli możliwość wpływania na wybór: albo bezpośrednio, oddając głos w wyborach, albo pośrednio - przez wybranych już swoich przedstawicieli. Także prezydent powinien być wybierany albo bezpośrednio, przez ludzi przy urnach w lokalach wyborczych, albo pośrednio przez parlament, który sami wybrali. Kwestią zasadniczą przy tym jest, żeby wola ludzi i ich pragnienia były respektowane. Osobiście wolę, żeby ludzie głosowali bezpośrednio w wyborach powszechnych, o ile pozwoli na to sytuacja w kraju.

PB: W krajach zachodnich wiele się mówi o prawach człowieka. W niektórych krajach na świecie idea ta jest odrzucana jako koncepcja zachodnia. Jaka jest pańska opinia na ten temat? Czy możemy w ogóle mówić o uniwersalnych prawach człowieka, czy też zależą one od konkretnego kontekstu kulturowego? Innymi słowy, czy można mówić o osobnych prawach człowieka w Europie, osobnych w Afganistanie, jeszcze innych w Chinach itp.?

Burhanuddin Rabbani: Z punktu widzenia islamu jedną z najwyższych wartości jest ludzka godność. Tak wiele mówi się w islamie o wartości człowieka, bo jest on reprezentantem Boga na ziemi. A zatem pojęcie ludzkiej godności i szacunek dla człowieka są ważnymi elementami wszystkich koncepcji rozwijanych w islamie.

Prawa człowieka to jednak zupełnie co innego. Bardzo trudno byłoby znaleźć jedną, uniwersalną i powszechnie obowiązującą koncepcję praw człowieka. Każda kultura jest wyjątkowa i cechuje się specyficznym podejściem do tego zagadnienia. Inną sprawą jest, że rzeczywiście możemy znaleźć pewne wspólne elementy, które będą się pokrywać, niezależnie od różnic kulturowych.

Ale jest nie do zaakceptowania, żeby jedna kultura przyjmowała określoną koncepcję praw człowieka wytworzoną w innych uwarunkowaniach kulturowych. Nie wyobrażam sobie, żeby jeden naród dostosowywał się w tej materii do zapatrywań innej kultury. Tak samo niedopuszczalne jest, żeby dana kultura narzucała swoją koncepcję innym obszarom kulturowym!

PB: Jednym z najważniejszych aspektów praw człowieka jest wolność wypowiedzi i przekonań. Na zachodzie oznacza to także wolność wyboru własnej religii, a nawet publicznego zaprzeczenia istnieniu Boga. Czy tego typu rozumienie praw człowieka jest do zaakceptowania w Afganistanie i szerzej: w krajach muzułmańskich? Czy tolerowałby Pan tego typu ateistyczny światopogląd w państwie demokratycznym, zgodnie ze swoim rozumieniem demokracji?

Burhanuddin Rabbani: Islam zapewnia wolność własnej wiary i wolność wypowiedzi. Tolerancja jest zrębem islamu. Każdy muzułmanin powinien mieć prawo do tego, żeby skrytykować kierownictwo polityczne i wypowiedzieć swój pogląd otwarcie i wyraźnie. Jest to niezaprzeczalne prawo naturalne. Dlatego też nikt tego prawa nie może zostać pozbawiony. Jednak ateizm jest niezgodny z islamem.

Jeśli chodzi o możliwość wyboru wiary, to jest to dozwolone i każdy sam powinien mieć prawo decydowania o własnej wierze i przekonaniach. Nikt, a tym bardziej doktryna islamu, nie może człowieka pozbawić tego naturalnego prawa ani nikomu narzucać innych przekonań. Jak sądzę, jest to oczywiste.

Na przykład jeden z czterech największych przywódców islamu, drugi kalif Umar ibn al-Chattab (634-644) miał u siebie w domu służącego, chrześcijanina. Gdy Umar został kalifem, poprosił służącego, by ten się nawrócił na islam. Służący odmówił. Umar nie wywierał na służącego żadnej presji i pozostawił mu wolny wybór. Gdy Umar został ranny i obawiał się o własne życie, ponowił swoją prośbę. Ale sługa znowu odmówił. Umar argumentował: “Obawiam się, że gdy umrę, to ludzie będą na ciebie naciskali, żebyś został muzułmaninem. Lepiej więc, żebyś już teraz to uczynił”. Ale sługa wciąż się nie zgadzał. Wówczas Umar rzekł: “W takim razie jesteś wolny i możesz udać się, dokądkolwiek zechcesz. Nie jesteś już dłużej moim sługą”.

Innym razem, po zdobyciu [w 638 roku] Bajt al-Makdis [tj. “Domu Świątyni”, czyli Jerozolimy], która jest jednym z najświętszych miejsc na Bliskim Wschodzie dla wszystkich muzułmanów, do Umara zwrócił się ksiądz. Dał mu klucze do kościoła i poprosił go, żeby ten się pomodlił w świątyni chrześcijańskiej. Umar odmówił i oddał klucze: “Jeśli się tu pomodlę, w przyszłości muzułmanie pójdą w moje ślady i będą się tu modlić. W rezultacie uznają, że jest to święte miejsce islamu. Wówczas kościół zamieniłby się w meczet. A tego nie chcę. Masz pełne prawo do swojej religii, do swoich wierzeń i przekonań”. I tak oto kalif Umar zezwolił chrześcijańskiemu kapłanowi na praktykowanie własnej religii.

Jaki płynie z tego wniosek? Każdy ma wybór, czy chce zostać muzułmaninem, czy nie, i jaką religię ostatecznie wybierze. Jeśli innowierca żyjący wśród muzułmanów zostanie poproszony o zmianę wiary i odmówi, prawo islamskie stoi po jego stronie: nie zezwala się, żeby jakakolwiek jednostka czy nawet państwo ograniczało ludzką wolność. A tym bardziej jest niedopuszczalne, aby stosowano wobec innych przemoc w realizacji swoich celów. Godziłoby to w bezpieczeństwo ludzi. Każdy ma prawo wierzyć, w co zechce.

PB: Jakie aspekty kultury europejskiej i amerykańskiej są nie do zaakceptowania dla wierzącego muzułmanina, a w szczególności dla Afgańczyka?

Burhanuddin Rabbani: Wszystko, co służy człowiekowi, co sprzyja jego rozwojowi, w tym technologia, która ułatwia życie codzienne, jest dopuszczalne. Islam nie tylko tego nie odrzuca, ale wręcz zachęca do korzystania z dobrodziejstw, które są człowiekowi pomocne i mogą ulżyć jego doli.

Islam jednak kategorycznie przeciwstawia się ideologii kolonializmu, w starym i nowym wydaniu. Ponadto islam odrzuca wszystkie działania i pomysły, które godzą w ludzką godność, moralność, które odciągają człowieka od moralnego życia i moralnej refleksji.

PB: Przejdźmy do sytuacji w Afganistanie. Na początku kwietnia tego roku Ahmed Szah Masud - jako minister obrony - przebywał z wizytą w Europie na zaproszenie Parlamentu Europejskiego. Dlaczego pojechał sam, a nie razem z Panem? Dlaczego wówczas nie pojechał Pan, jako prezydent Afganistanu?

Burhanuddin Rabbani: Każdy obywatel Islamskiego Państwa Afganistanu ma prawo podróżować indywidualnie, tak jak tego pragnie. Zatem także Ahmed Szah Masud jako minister obrony miał prawo podróżować i wyrażać własne poglądy publicznie. I dokładnie to zrobił. Po pierwsze, to on osobiście zaaranżował tę podróż, a po drugie, gdy już się w Europie znalazł, jego prywatna wizyta przerodziła się w formalne przyjęcie.

PB: Ale chyba popierał Pan jego plany podróży do Europy, gdy się Pan o nich dowiedział?

Burhanuddin Rabbani: Tak, jak najbardziej.

PB: Czy można mówić o praktycznych rezultatach tej wizyty dla Afganistanu?

Burhanuddin Rabbani: Należy postrzegać ją przede wszystkim w wymiarze informacyjnym i politycznym. Wizyta ta była dobrą okazją, żeby ktoś z grona przywódców Afganistanu mógł bezpośrednio wytłumaczyć światu, kim naprawdę są i w co wierzą talibowie, oraz ukazać opinii publicznej problemy, z jakimi boryka się Afganistan.

PB: Rządzicie Islamskim Państwem Afganistanu w okresie wojny. Są to naturalnie zupełnie inne czasy niż okres pokoju. Jak przygotowujecie się do czasów pokoju? Czy przygotowujecie stosowną infrastrukturę, instytucje, plany itp. na chwilę, kiedy zakończy się wreszcie wojna?

Burhanuddin Rabbani: Sądzę, że w momencie, gdy nastanie pokój, wszystkie ugrupowania wojskowe powinny przekształcić się w partie czysto polityczne. Obecnie mamy parę departamentów, z ministerstwem obrony na czele. Ale nie mamy wielu innych ministerstw, które okażą się niezbędne w normalnym państwie. Wówczas także wszystkie frakcje powinny zaakceptować konstytucję, definiującą Islamskie Państwo Afganistanu, choćby na krótko, do czasu wprowadzenia nowej. W ustalaniu władz w państwie decydującą rolę powinni mieć sami ludzie. Sprawowanie władzy w czasach pokoju określają dwa pojęcia: rada samorządowa (szura) i sprawiedliwość społeczna. To one wzmocnią w przyszłości jedność narodową i zagwarantują trwały spokój. Jedność i spójność narodu powinna być zagwarantowana i osadzona w uwarunkowaniach konstytucyjnych. A wszystkie idee, które wykształciły się w okresie wojny i odwołują się do różnych podziałów, powinny zostać wymazane.

Podobnie nie powinno być miejsca na jakąkolwiek obcą interwencję, a wszystkie działania terrorystyczne muszą być zakazane. Jednocześnie należy zagwarantować, żeby to sami obywatele decydowali o losach Afganistanu i o stanowiskach państwowych, bez jakiejkolwiek presji z zagranicy.

PB: Czy zostały stworzone już jakieś cywilne instytucje państwowe, które mogłyby rozpocząć pracę natychmiast po zaprowadzeniu pokoju? Odnosi się wrażenie, że to ministerstwo obrony sprawuje w chwili obecnej władzę. Sam Pan wspomniał przed chwilą o ministerstwie obrony jako jedynej sprawnej instytucji. Czy to znaczy, że tylko ono jest przygotowane do sprawowania władzy w okresie pokoju?

Burhanuddin Rabbani: Z uwagi na trwające walki wszystkie nasze wysiłki koncentrują się na aspekcie militarnym. To samo dotyczy rad samorządowych i prawa. Jest oczywiste, że dopóki jesteśmy zaangażowani w prowadzenie wojny, nie jesteśmy w stanie poświęcić wystarczającej uwagi innym, pozawojskowym instytucjom. Nie jesteśmy w stanie rozwijać państwowej infrastruktury także z uwagi na brak stabilności w państwie, jego rozbicie i okupację dużych obszarów przez talibów z udziałem obcych państw. Obecna sytuacja zmusza nas do odłożenia kwestii budowania państwa i jego instytucji na później i do zajęcia się samą walką zbrojną.

PB: Wiem, że między Panem a Ahmedem Szahem Masudem nie raz dochodziło do nieporozumień i scysji m.in. na tle polityki afgańskiej. Jakiego typu były to nieporozumienia?

Burhanuddin Rabbani: Ludzie się różnią w sposób naturalny, a zatem mają też odmienne zapatrywania na różne kwestie. Ale te różnice nie są aż tak duże, żeby prowadziły między nami do poważnych konfliktów, które zagrażałyby ostatecznie naszemu państwu. Obaj uznajemy, że każdy ma prawo do samodzielnego formułowania sądów i wyrażania własnych opinii. Nie wolno dopuścić, żeby interes narodowy stał się ofiarą prywatnych interesów i nieporozumień.

PB: Kiedy bywałem w Tadżykistanie i przejeżdżałem przez góry Pamiru, wielokrotnie rozmawiałem z żołnierzami rosyjskimi i tadżyckimi. Stąd posiadam informacje z pierwszej ręki, że wysyłane są tamtędy konwoje z narkotykami. Szlak ten prowadzi z granicznego miasteczka Iszkoszim do Chorogu i dalej przez Pamir do Kirgistanu. Skąd pochodzą te narkotyki?

Burhanuddin Rabbani: Talibowie i Pakistańczycy, którzy są za to odpowiedzialni, korzystają z różnych szlaków, żeby przemycać z Afganistanu narkotyki. Te narkotyki pochodzą z terenów zajętych przez talibów. Tutaj nie mamy żadnych plantacji. Ale trasa prowadząca z Iszkoszim do Rosji przez Pamir nie należy teraz do najważniejszych szlaków narkotykowych. Niewiele narkotyków płynie tamtędy w tym roku.

PB: Bardzo dziękuję za rozmowę.

 

 

 

Pierwotnie wywiad został opublikowany w ksiązce:

Piotr Balcerowicz: Afganistan: historia - ludzie - polityka. Wydawnictwo Akademickie DIALOG, Warszawa 2001.

http://www.dialog.edu.com.pl/sklep.php?s=karta&id=138