Warszawa, 16 grudnia 2001

 [oryginalny tekst, bez skrótów]

 

Afganistan: w nadziei na pokój

Piotr Balcerowicz

 

Podpisaniu porozumienia w Petersbergu koło Bonn w sprawie utworzenia rządu tymczasowego w Afganistanie 5 grudnia 2001 roku towarzyszył optymizm i wzrost nadziei na pokój. Jeśli porozumienie, które jedynie wyznacza pewne zasady określające kierunek przemian i regulujące funkcjonowanie systemu politycznego w Afganistanie do czerwca 2004 roku, chciałoby się uznać za symboliczny kres wieloletniej wojny, to nadzieje te są w dużym stopniu przedwczesne, gdyż w rzeczywistości porozumienie to dopiero otwiera możliwość faktycznego pokoju i wyznacza wstępne ramy do osiągnięcia rzeczywistego kompromisu.

Konferencja rozpoczęła się 27 listopada, a o jej znaczeniu dla światowego bezpieczeństwa świadczy fakt, że w otwarciu uczestniczył m.in. Joschka Fischer szef niemieckiego MSZ i Lakhdar Brahimi, przedstawiciel ONZ, od wielu lat zaangażowany w sprawy afgańskie, czuwający nad przebiegiem konferencji; przy podpisaniu porozumienia końcowego asystował ponadto kanclerz Niemiec. Mimo, że pierwsze sygnały wskazywały, że konferencja może zakończyć się sukcesem już 1 grudnia, to jej przebieg był dość burzliwy i parokrotnie pojawiały się groźby jej zerwania. Przede wszystkim dzięki naciskom państw zachodnich i ONZ udało się konferencję doprowadzić do końca. Do ostatniej chwili trwały negocjacje, a w chwili podpisywania porozumienia nie znane były nazwiska wszystkich członków rządu tymczasowego - udało się jedynie ustalić parytety.

Udział w konferencji wzięła tzw. grupa rzymska (11 przedstawicieli byłego króla Zahira Szaha na emigracji w Rzymie), grupa północna (11 reprezentantów Sojuszu Północnego), grupa peszawarska (5 przedstawicieli emigracji w Pakistanie, stronnictwo Hamida Karzaja) oraz grupa cypryjska (5 wysłanników ugrupowania związanego z Gulbuddinem Hekmatjarem i emigrantami w Iranie). Na przebieg konferencji wpływały w dużym stopniu wydarzenia, jakie się równolegle rozgrywały w samym Afganistanie, w tym sukcesy militarne Hamida Karzaja na południu Afganistanu i oblężenie przez jego siły Kandaharu i Spin Boldak. Nie bez znaczenia były zapewne także wybory burmistrza Heratu, których wyniki ogłoszono 28 listopada. Były to pierwsze od lat siedemdziesiątych wybory w Afganistanie. Jak można się było spodziewać, sukces odniósł Mohammad Rafik Modżadidi, związany z Ismaelem Khanem, gubernatorem prowincji Herat i dowódcą, który odbił Herat z rąk Talibów.

Konferencja zakończyła się 5 grudnia. Jednocześnie został powołany 29-osobowy rząd tymczasowy, na którego czele stanął Sajed Hamid Karzaj jako premier (związany z grupą peszawarską, lecz popierany przez stronnictwo króla Mohammada Zahira Szaha). Rząd ma mieć pięciu wicepremierów, w tym Abdullah Abdullah (minister spraw zagranicznych, Sojusz Północny), Mohammad Fahim (minister obrony, Sojusz Północny), Junus Kanuni (minister spraw wewnętrznych, Sojusz Północny) i Sima Samar (wicepremier, minister ds. kobiet). Aby usatysfakcjonować wszystkie stronnictwa, liczba  premierów musiałaby się co najmniej podwoić! Drugą kobietą w rządzie - z teką ministra ds. zdrowia i opieki społecznej - jest Suhaila Sidik.

Zgodnie z porozumieniem regulującym funkcjonowanie systemu politycznego w Afganistanie do czerwca 2004 roku, 22 grudnia 2001 roku dotychczasowy prezydent Burhanuddin Rabbani ma oficjalnie przekazać władzę rządowi Sajeda Hamida Karzaja na okres przejściowy 6 miesięcy. Do 22 stycznia 2002 ma powstać 21-osobowa komisja, która ma przygotować sesję i ustalić skład Najwyższej Rady (Loja Dżirga). Rada, która może liczyć aż 700 delegatów, ma zostać zwołana do 22 czerwca 2002 roku i jej zadaniem będzie ustalenie składu rządu na okres przejściowy dwóch lat powołanie komisji praw człowieka i Sądu Najwyższego. Do 22 sierpnia 2002 roku powołana zostanie komisja, która przygotuje projekt konstytucji, za podstawę której posłużyć ma konstytucja z 1964 roku. Do 22 grudnia 2003 roku Najwyższa Rada (Loja Dżirga) ma się zebrać ponownie, żeby uchwalić nową konstytucję, w tym ordynację wyborczą, a do 22 czerwca 2004 roku mają się odbyć demokratyczne wybory i zostać powołany nowy rząd. Niestety ten jasno wytyczony na papierze kierunek działań może być bardzo łatwo zakłócony przez szereg czynników wewnętrznych i zewnętrznych.

Mimo to za niewątpliwy sukces konferencji pokojowej należy uznać sam fakt, że przedstawiciele różnych środowisk znaleźli się przy wspólnym stole i podjęli pertraktacje, a w rezultacie udało się podpisać umowę nt. utworzenia rządu tymczasowego.

Był to z pewnością wyraźny sygnał, że duże stronnictwa afgańskie zdolne są do rozmowy i zależy im na kompromisie. Sygnał ten był skierowany do świata, przedstawicieli ONZ, organizacji humanitarnych i rządów krajów zachodnich, a jego intencją było wskazanie, że sytuacja w Afganistanie będzie ulegała stopniowej normalizacji, a zatem możliwe będzie uruchomienie zagranicznych funduszy na odbudowę kraju od podstaw i pomoc humanitarną, to jest dwie rzeczy, których Afganistan będzie najbardziej potrzebował w najbliższych latach - oprócz pokoju jako warunku wstępnego. Sygnał ten był skierowany także do stronnictw w samym Afganistanie, które albo w petersberskim procesie pokojowym udziału same brać nie chciały, albo nie zostały do udziału w pertraktacjach zaproszone; wskazywał on, że oto pojawia się nowa koalicja rządowa - ponad podziałami politycznymi i etnicznymi, za którą stoi nie tylko ich własna siła wojskowa, ale także wsparcie wojskowe, polityczne i finansowe krajów zachodnich i organizacji międzynarodowych. Mówiąc wprost: ewentualne korzyści ze dramatycznej zmiany sił w Afganistanie będzie można czerpać przede wszystkim w ramach współpracy z nowym rządem.

Kolejnym sukcesem było również to, że udało się - przynajmniej na razie - uniknąć niebezpieczeństwa politycznego podziału kraju na południową część pasztuńską i północną część tadżycko-uzbecko-hazarską. Wątek ten powraca regularnie w historii Afganistanu od 1893 roku, komisja graniczna pracująca pod kierunkiem Mortimera Duranda poprowadziła granicę ustalającą strefy wpływów amirów w Kabulu i imperium brytyjskiego. Wkrótce na ziemiach pasztuńskich przedzielonych arbitralną linią Duranda pojawiła się w reakcji koncepcja Pasztunistanu, kraju obejmującego wszystkich Pasztunów. Mógłby to być niezależny byt państwowy lub prowincja wchodząca w skład Afganistanu.

Gdy do Kabulu nadeszły potwierdzone informacje o przygotowaniach do podziału kolonii brytyjskiej w Indiach na dwa organizmy państwowe: Pakistan i Indie, 13 czerwca 1947 roku przedstawiciele króla Mohammada Zahira Szacha  wysyłali notę do gubernatora Indii brytyjskich i zainteresowanych stron - tj. do Jawaharlala Nehru jako przedstawiciela stronnictwa indyjskiego i do Mohammada Alego Jinnaha jako reprezentanta grupy pakistańskiej. Władze afgańskie wzywały do przeprowadzenia referendum na ziemiach zamieszkałych przez Pasztunów, w którym sami Pasztunowie zamieszkujący tereny po obu stronach tzw. linii Duranda mieliby zadecydować o dalszych swych losach i o ewentualnym przyłączeniu do Pakistanu lub Afganistanu. Odrzucenie tej propozycji przez stronę brytyjską i pakistańską doprowadziło do zamrożenia przez Afganistan kontaktów z Pakistanem i do zagłosowania przez Afganistan przeciwko przyjęciu Pakistanu do ONZ podczas sesji 30 września 1947 roku. W 1949 tzw. Liberalny Parlament Afganistanu w głosowaniu uznał linię Duranda za nieważną, a tym samym zakwestionował linię graniczną z Pakistanem. W odpowiedzi rząd Pakistanu podjął propagandowe działania odwetowe, w tym ustanowił Radio Wolny Afganistan w przygranicznej Kwetcie. W krótkim czasie doszło do walk zbrojnych wzdłuż linii granicznej po stronie Pakistanu w okresie 1950-1951. Walczące plemiona pasztuńskie, nieoficjalnie wspierane przez władze afgańskie, domagały się albo przyłączenia do Afganistanu, albo utworzenia niezawisłego Pasztunistanu. Walki rozgorzały na nowo w 1955 roku.

Problem Pusztunistanu zaognił się ponownie w 1961 roku, kiedy siły zbrojne po obu stronach granicy przegrupowały się, przygotowując się do wojny, po tym jak władze Afganistanu zaczęły się domagać przeprowadzenia w Pakistanie referendum na temat przyłączenia ziem pasztuńskich do Afganistanu lub utworzenia niezależnego Pasztunistanu. W tym czasie armia afgańska nie była już chaotycznym, źle uzbrojonym i nieumundurowanym pospolitym ruszeniem, jakim była do połowy lat pięćdziesiątych. Wizyta Chruszczowa i premiera Bulganina w Kabulu w grudniu 1995 roku diametralnie zmieniła sytuację ekonomiczną Afganistanu, który od połowy lat czterdziestych bezskutecznie zabiegał o pomoc ze strony USA. Afgański rząd premiera Mohammada Dauda i ZSRR podpisały 28 stycznia 1956 roku pierwszą z umów handlowych, które obejmowały m.in. dostawę uzbrojenia wartości 25 milionów dolarów, co umożliwiło modernizację gospodarki afgańskiej, a przede  wszystkim armii. Jednocześnie Moskwa zaczęła udzielać kredytów, które w krótkim czasie wyczerpały możliwości kredytowe Afganistanu, czyniąc z niego kraj najwyższego ryzyka dla inwestorów zachodnich.

W maju 1961 roku doszło do pierwszych starć obu armii, a po pakistańskiej stronie linii Duranda wybuchło powstanie, które udało się stłumić przede wszystkim dzięki amerykańskim bombowcom F-86, wchodzącym w skład sił zbrojnych Pakistanu. Natychmiast zerwano kontakty dyplomatyczne i zamknięto placówki w Pakistanie i Afganistanie. Zamknięcie granicy przez Pakistan 6 września 1961 roku całkowicie zablokowało tranzyt handlowy, a Afganistan został odcięty od zaopatrzenia, które docierało z portów nad Oceanem Indyjskim przez Pakistan. Miało to katastrofalne skutki dla całej gospodarki. Rozpaczliwe poszukiwania wyjścia z sytuacji i ratowania kraju przed grożącym głodem doprowadziły do wizyty ministra spraw zagranicznych Afganistanu Sardara Mohammada Naima w Moskwie (16-21 września 1961 roku) w sprawie udzielenia pomocy gospodarczej i umożliwienia dostaw handlowych do Afganistanu. Podpisanie w listopadzie porozumienie między ZSRR a Afganistanem o pomocy umożliwiło uruchomienie mostu lotniczego z Afganistanu do Taszkentu. Był to kolejny krok na drodze do uzależnienia Afganistanu od ZSRR. Zabiegi te nie uratowały jednak kraju przez załamaniem się  gospodarki, hiperinflacją, kryzysem politycznym i zmianą rządu (3-13.03.1963), spowodowanymi przeciągającą się blokadą granicy ze strony Pakistanu.

To pobieżne zarysowanie problemu Pasztunistanu wskazuje, jak kluczowe jest to zagadnienie dla utrzymania pokoju w regionie i stabilizacji w samym Afganistanie. Także na konferencji w Petersbergu podnoszono wątek utworzenia nowego państwa: Pasztunistanu, a powracało do niego stronnictwo związane z Gulbuddinem Hekmatjarem. Na szczęście wszystkie pozostałe grupy biorące udział w pertraktacjach kwestię te odrzucały.

Zapobieżenie podziałowi Afganistanu jest warunkiem sine qua non pokoju i stabilizacji w regionie. Ewentualne wyodrębnienie się Pasztunistanu w jakiejkolwiek formie oznaczałoby nie tylko wybuch walk w samym Afganistanie, szczególnie w rejonach zamieszkałych przez różne grupy etniczne. Prowadziłoby również do nieobliczalnej w skutkach wojny domowej w Pakistanie, który musiałby zostać pomniejszony o szeroki pas przygraniczny. Należy się spodziewać, że tak silne osłabienie Pakistanu wiązałoby się z przyłączeniem Indii do konfliktu, które dążą do zakończenia kryzysu kaszmirskiego.

Północna część Afganistanu, pozostała po wyodrębnieniu się Pasztunistanu byłaby tworem słabym, od początku stojąca w konflikcie z Pasztunistanem i Paksitanem, a tym samym odcięta gospodarczo od świata. Nowa sytuacja oraz dawne więzi etniczne mogłyby doprowadzić do prób połączenia z Tadżykistanem. Ahmed Szah Masud stał się bohaterem narodowym nie tylko Afganistanu, ale także Tadżykistanu: nie tylko jako symbol heroiczny, ale także z uwagi na jego zabiegi mediacyjne, dzięki którym udało się 27 czerwca 1997 roku doprowadzić do podpisania porozumienia pokojowego w Tadżykistanie, które zakończyło wojnę domową trwającą od 1992 roku. Rola, jaką sam Masud i ugrupowania afgańskie odegrały w procesie pokojowym w Tadżykistanie, ich autorytet, który doprowadził walczące strony do stołu obrad i powołania rządu koalicyjnego, wskazuje na bliskość więzów nie tylko etniczną czy kulturową, ale także polityczną. Elity Tadżykistanu mają świadomość zniszczeń kulturowych poczynionych w czasach okupacji radzieckiej i spoglądają na afgańskich Tadżyków jako na tych, którzy - pomimo wojny - przechowali ich rdzenną kulturę. Z pewnością ludność Tadżykistanu ochoczo podchwyciłaby ideę “Wielkiego Tadżykistanu”, gdyż do tej pory większość społeczeństwa nie może przejść do porządku dziennego nad utratą dwóch symboli kultury tadżyckiej: Samarkandy i Buchary. Na mocy dekretu Stalina 5 grudnia 1929 roku Tadżycka Autonomiczna SRR została przemianowana na Tadżycką SRR, a grunt pod te zmiany przygotowała radziecka komisja graniczna. Uzbeckiej SRR przekazano wówczas część terenów tadżyckich wraz Samarkandą i Bucharą, zamieszkałych przez 700 000 Tadżyków (około 30-40% populacji tadżyckiej) jako odwet za rewoltę ruchu niepodległościowego, którego uczestników Rosjanie określali pejoratywnym terminem basmaczi - “bandyta”. Te resentymentu odżywają na każdym kroku w Tadżykistanie, a ich echa pobrzmiewają nawet w wystąpieniach polityków. Jest wielce prawdopodobne, że konflikt o Pasztunistan mógłby zainicjować w Azji Środkowej procesy, które w rezultacie wciągnęłyby w wojnę Tadżykistan i Uzbekistan.

Porozumienie z Petersbergu jest właściwym krokiem, który może zażegnać groźbę wyżej przedstawionego, realnego scenariusza.

Podstawowa wątpliwość brzmi, czy po 22 grudnia, tj. po oficjalnym przejęciu rządów w Afganistanie przez rząd Hamida Karzaja, wszyscy są zdolni do zaakceptowania kompromisu, który dla wielu przywódców oznaczać może kres kariery. Burhanuddin Rabbani do pewnego pogodził się już z myślą o zmianie warty i przejęciu władzy w kraju przez młodsze pokolenie reprezentowane po stronie pasztuńskiej przez Hamida Karzaja, a po stronie Sojuszu Północnego przez dr Abdullaha Abdullaha, Junusa Kanuniego czy Mohammeda Fahima. Obecność tych ostatnich w nowoutworzonym rządzie zapewnić mu może pewien wpływ na sytuację polityczną w przyszłości. Jednak Burhanuddin Rabbani sam siebie postrzegał zawsze jako przywódcę cywilnego, co może tłumaczyć jego większą gotowość na kompromis. Rzeczywistym problemem są dowódcy wojskowi, za którymi stoi realna siła militarna, określająca ich pozycję społeczną i wpływy. Gen. Ismael Khan powrócił już do dawnej funkcja gubernatora prowincji Heratu i nie ma aspiracji zarządzania całym krajem. Zapewne także komendant hadżi Abdul Kadir zadowoli się ostatecznie gubernatorstwem prowincji Nangarhar i doliny Nuristanu na północny wschód od Kabulu, pomimo pierwszych sygnałów, jakie dotarły po ogłoszeniu rezultatów konferencji w Petersbergu, że Abdul Kadir nie uzna jej wyników. Wielką niewiadomą są przyszłe decyzje uzbeckiego dowódcy Abdula Raszida Dostuma, który wielokrotnie destabilizował sytuację, a który w samym Sojuszu Północnym był od początku traktowany z ogromną nieufnością. Dostuma, który ma za sobą silną armię, może nie zadowolić funkcja gubernatora prowincji Balch i Kunduz oraz miasta Mazar-i Szarif. W swoich pierwszych oświadczeniach Dostum jednoznacznie dawał do zrozumienia, że do Kabulu nie przybędzie i nie uzna rządu tymczasowego. Jednocześnie upominał się o stanowisko wicepremiera, uznając za obraźliwe przyznanie jego stronnictwo jedynie ministerstwa rolnictwa i przemysłu.

Rezultaty porozumienia zakwestionował w pewnym momencie także pasztuński dowódca pir Sajed Ahmed Gailani, przedstawiciel tzw. grupy peszawarskiej na konferencji w Petersbergu. Podobnie pasztuński dowódca Gulbuddin Hekmatjar, który nie ma nic do stracenia i od lat przebywa na emigracji, sfrustrowany odsunięciem go na boczny tor w 1995 roku przez Pakistan, gotów jest w każdej chwili zdestabilizować sytuację, choć zależy to od jego umiejętności pozyskania stronników w kraju, w którym nie było go od kilku lat.

Przede wszystkim jednak nie wiadomo, jak porozumienie o utworzeniu rządu tymczasowego zostanie przyjęte przez licznych dowódców pasztuńskich, których interesy w ogóle nie były reprezentowane na konferencji w Petersbergu. Należy mieć nadzieję, że pasztuńskiemu premierowi Hamidowi Karzajowi uda się pozyskać ich poparcie. Mogą mu w tym bezpośrednio pomóc fundusze pozyskane od państw zachodnich i świadomość, że współpraca z jego rządem otwiera perspektywy rozwoju dla poszczególnych grup plemiennych i wzbogacenia się - dla ich przywódców.

Najprawdopodobniejszym oskarżeniem wytaczanym przeciwko sześciomiesięcznemu rządowi Karzaja i jego następcy w okresie między 22 czerwcem 2002 roku a 22 czerwcem 2004 roku, będzie po pierwsze niereprezentatywność rządu, pomijanie interesów pewnych grup polityczno-plemiennych, a przede wszystkim jego “marionetkowy” charakter. O zagrożeniu tym - jako pośrednim negatywnym rezultacie amerykańskiej akcji zbrojnej - wspominałem wielokrotnie wcześniej, także przez rozpoczęciem nalotów amerykańskich na Afganistan 7 października 2001 roku. Te zarzuty przybrały realny kształt w pierwszych reakcjach Burhanuddina Rabbaniego na utworzenie rządu tymczasowego. Rabbani zarzucił całemu porozumieniu, że zostało ono pod dyktatem obcych sił zachodnich i powołany rząd nie będzie reprezentował interesów narodu, lecz mocarstw zachodnich. Rabbani złagodził swoje stanowisko, a 13 grudnia w bezpośrednim spotkaniu z Hamidem Karzajem potwierdził swoją wcześniejszą deklarację, że władzę przekaże nowemu rządowi zgodnie z planem. Te oskarżenia mogą jednak w każdej chwili odżyć na nowo i zaognić sytuację w momencie kryzysowym.

Poważnym problemem jest brak idei spajającej wieloetniczny kraj, w którym dominuje układ feudalny i brak nowoczesnych struktur społecznych. Partie polityczne w rzeczywistości gromadzą swoich zwolenników nie wokół haseł i programów politycznych, lecz na zasadzie lojalności grupowej, lokalnej czy plemiennej. Gdy porówna się propozycje rozwiązania konfliktu afgańskiego proponowane w przeszłości przez Sojusz Północny, Partię Islamską (Hizb-i-Islami)  Gulbuddina Hekmatjara, Stowarzyszenie Islamskie (Dżamiat-i-Islami) związane z Burhanuddinem Rabbanim i Ahmedem Szahem Masudem czy Sojusz Islamsko-Narodowy (Dżambish-i-Milli-i-Islami) Abdula Raszida Dostuma, okazuje się, że były dość podobne w ogólnych zasadach: powołanie rządu tymczasowego, doprowadzenia do zebrania się Najwyższej Rady (Loja Dżirga) i wybory według nowej konstytucji, odwołującej się do zasad islamu. Różnice dotyczyły przede wszystkim składu etnicznego i parytetów przyznanym poszczególnym ugrupowaniom i grupom etnicznym. Jednocześnie w obrębie poszczególnych partii znajdywali się politycy, których poglądy nie dawały się pogodzić żadną miarą, na przykład Ahmed Szah Masud i Burhanuddin Rabbani, któremu politycznie bliżej do jego pasztuńskiego arcy-wroga Hikmatjara!

Przejście od wioskowo-plemiennego układu feudalnego i lojalności do ponadplemiennej i ponadjęzykowej struktury państwowej mogłoby zapewnić pojęcie narodu. Idea ta mogłaby doprowadzić do utworzenia kluczowych więzi ponadplemiennych i ponadregionalnych i umożliwiłaby stworzenie układu, w którym działają partie polityczne z prawdziwego zdarzenia. Niektórzy politycy afgańscy posługują się ideą narodu, choć w rzeczywistości jest to fikcja. W wywiadzie udzielonym mi w Fajzabadzie 5 sierpnia 2001 roku, Burhanuddin Rabbani stwierdzał: “Nasza naród i sytuacja wymaga, żeby każdy, kto angażuje się w sprawy wojskowe czy społeczne, cywilne, odsunął na bok własne poczucie odmienności etnicznej i pracował na rzecz jednego narodu afgańskiego, na rzecz wspólnego państwa wszystkich Afgańczyków. Dlatego nie zgadzamy się, ażeby różnice między grupami etnicznymi odgrywały jakąkolwiek rolę. Sam jestem wprawdzie Tadżykiem, ale pragnę pracować jako Afgańczyk na rzecz wszystkich Afgańczyków.” Ideą tą posługiwał się także Ahmed Szah Masud, kwestionując, jakoby “Afganistan składa się z różnych grup narodowościowych i plemion”. Znamiennym jest, że pojęciem fikcyjnego narodu afgańskiego posługują się przede wszystkim przedstawiciele Tadżyków, Uzbeków czy Hazarów. W dysputach na temat tego, kto ma sprawować w Afganistanie władzę, argument Pasztunów daje się sprowadzić do stwierdzenia: jako większość etniczna Pasztunowie powinni mieć najwięcej do powiedzenia w rządzie. Tym argumentem nie mogą posłużyć się inne grupy plemienne. Dla nich idea narodu jest nie tylko czynnikiem scalającym ludność Afganistanu, lecz przede wszystkim legitymizuje ich władzę. Idea narodu afgańskiego nie jest jednak koncepcją nową. Pierwszym władcą afgańskim, który zaczął się nią posługiwać, był amir Amanullah Khan (1919-1929), zwany królem-reformatorem. Pojęcie “zacnego narodu Afganistanu” pojawia się w pierwszej konstytucji Afganistanu, przyjęta 9 kwietnia 1923 roku (Artykuł 4). Sama idea pojawiła się nieco wcześniej, a jej orędownikiem był Tadżyk Mahmud Beg Tarzi (1865-1933), doradca króla Amanullaha w latach dwudziestych, minister spraw zagranicznych i poeta. Od samego początku miała tworzyć nowy typ  więzi obywatelskich, adekwatny do wymogów współczesnego państwa, i zapobiegać jego rozpadowi.

Nawet jeśli uda się utrzymać jedność kraju i kompromis między elitami, to problemem jeszcze długo pozostanie zapewnienie bezpieczeństwa w kraju, w którym większość mężczyzn ma broń i posługuje się nią na co dzień. Do zwykłych widoków - jaki obserwowałem w Afganistanie na co dzień - należą mężczyźni z przewieszoną przez ramię strzelbą, dokonujący zakupów na targu czy przesiadujący w pijalniach herbaty. W kraju, w którym od stuleci broń była nieodłącznym atrybutem mężczyzny nie do pomyślenia będzie jakakolwiek próba rozbrojenia społeczeństwa.

W Afganistanie, gdzie ludność żyje w niewyobrażalnym ubóstwie, atrakcyjnym łupem może być wszystko: sprzęt w biurze międzynarodowej organizacji humanitarnej, telefon komórkowy i aparat fotograficzny dziennikarza, cała ciężarówka wioząca żywność do odległej wioski. Są to zjawiska, które mają obecnie miejsce na terenie całego Afganistanu i to one skutecznie będą utrudniały, albo wręcz uniemożliwiały, dostarczenie pomocy potrzebującym. Akcja humanitarna została w wielu wypadkach zwieszona, gdyż nagminnie się zdarza, że samochody z pomocą humanitarną nie docierają na miejsce i słuch o nich ginie. Właśnie dlatego podstawowym atutem rządu tymczasowego jest polityczne wsparcie z zagranicy i perspektywa realnej pomocy humanitarnej. Wszyscy w Afganistanie mają świadomość, że jedynie pomoc humanitarna z zewnątrz może uratować 7 milionów Afgańczyków przed perspektywą śmierci głodowej. Priorytetem dla władz afgańskich będzie zapewnienie minimum bezpieczeństwa transportom z żywnością i odzieżą oraz samym pracownikom organizacji międzynarodowych, tak żeby pomoc mogła dotrzeć do potrzebujących - a ci mieszkają w obozach daleko poza dużymi miastami. Paradoksalnie wizja największej w dziejach ludzkości klęski humanitarnej może być najlepszym sprzymierzeńcem pokoju.

Ważną rolę w tym wypadku mogą odegrać także międzynarodowe siły pokojowe, które wspierając przepływ żywności, lekarstw, namiotów, odzieży itp., mogą przyczynić się nie tylko do stabilizacji w kraju, ale także do wzrostu prestiżu samego rządu tymczasowego, który będzie mógł się wykazać skutecznością podejmowanych działań. Niezbędnym warunkiem jest jednak, żeby wprowadzenie takich sił odbyło się w ścisłym porozumieniu z rządem Karzaja i z lokalnymi przywódcami, z poszanowaniem specyfiki kulturowej i zróżnicowania etnicznego w kraju. Wszelkie rozwiązania siłowe mogą doprowadzić do wybuchu nowego konfliktu i zaprzepaścić szanse na pokój na wiele lat. Pozytywnie należy ocenić zgodę wyrażoną przez Sojusz Północny 30 listopada 2001 roku na wprowadzenie międzynarodowych sił pokojowych w Afganistanie, co zostało następnie potwierdzone w porozumieniu z Petersbergu.

Osobnym zagadnieniem jest los tysięcy bojowników islamskich, doskonale przeszkolonych w obozach terrorystycznych, którzy - odróżnieniu od Afgańczyków walczących po stronie talibów - mają zamkniętą możliwość powrotu w rodzinne strony, ale również takiego powrotu sobie nie wyobrażają, gdyż wychowali się warunkach wojny. Są to często osoby, które przybywały do Afganistanu mając 18-25 lat, tj. w wieku, w którym zaczyna w warunkach normalnych wypracowywać się własny sposób na życie. Grupy te będą przenikać w pierwszym rzędzie do Kaszmiru, a także do Indii właściwych, przyczyniając się do wzrostu napięcia. Groźny zamach terrorystyczny, jaki miał miejsce 13 grudnia w Parlamencie Indyjskim, jest tego wydatnym przykładem. Wielce prawdopodobne jest, że za tym zamachem stały te same siły, które z jednej strony popierały przez lata talibów, a więc wywiad pakistański ISI (Inter-Services Intelligence), oraz terroryści islamscy walczący o Kaszmir, którzy mają powiązania z al-Kaidą. Realne są obawy, że zamach ten może rozpocząć serię zamachów na przedstawicieli władz krajowych i regionalnych w Indiach i oznacza zapowiedź zaostrzenia walk w Kaszmirze.

Część z bojowników islamskich pozostanie w Pakistanie, destabilizując sytuację i wykorzystując nastroje fundamentalistyczne. Inni przeniosą się do Sudanu, gdzie struktury al-Kaidy funkcjonują od lat. Należy mieć poważne obawy, że wielu Saudyjczyków powróci w rodzinne strony, by włączyć się w ruch niezadowolenia społecznego związany ze stale od kilkunastu lat obniżającym się dochodem narodowym i ciągłym pogarszaniem się warunków życia mieszkańców, którzy zdążyli przyzwyczaić się do dobrobytu. Tego typu grupy mogą stanowić poważne zagrożenie dla wewnętrznego pokoju w wielu krajach arabskich. Kolejnymi obszarami potencjalnej wzmożonej aktywności bojowników przeszkolonych w Afganistanie są Indonezja (przede wszystkim prowincja Aczeh na północnym cyplu Sumatry i okolice Surabaji na Jawie) oraz Filipiny.

W skomplikowanej sytuacji geopolitycznej tylko rozważne działania, które będą brały pod uwagę uwarunkowania etniczne, religijne i kulturowe, mogą uchronić ten region przed katastrofą. Ewentualna eskalacja amerykańskich działań zbrojnych i przeniesienie akcji militarnych na inne kraje może doprowadzić do głębokiego kryzysu o nieobliczalnych skutkach w perspektywie kilku lat. 

 

 

 

Pierwotny tekst został opublikowany w tygodniku

nr 5, 2.02.2002, pp. 39-41 jako “Teraz my: Afganistan”:

http://polityka.onet.pl/162,1075762,1,0,2334-2002-05,artykul.html